Głośna strzelanina w Bystrzycy Kłodzkiej przerodziła się nie tylko w sprawę karną, ale również w poważny społeczny spór, informuje sport-tour.pl powołując się na wp.pl. Podczas gdy prokuratura obstaje przy zarzucie zabójstwa, część mieszkańców otwarcie staje po stronie instruktora strzelectwa, przekonując, że działał, ratując własne życie.
Część miasta stanęła po stronie podejrzanego
Po decyzji sądu o tymczasowym aresztowaniu Borysa B. przed sądem w Kłodzku zgromadziły się dziesiątki osób. Przyszli, by okazać mężczyźnie wsparcie i domagać się, aby nie trafił do aresztu. Jak na niewielkie miasto, sprawa bardzo szybko stała się jedną z najgłośniejszych w ostatnim czasie, a dyskusja dawno wyszła poza mury sądu.
Wśród zebranych nie brakowało osób przekonanych o niewinności podejrzanego. Skandowano jego imię i powtarzano, że jego działanie było obroną konieczną, a nie celowym odebraniem życia. W opinii części mieszkańców tragedia była skutkiem napięcia, które od dawna narastało w okolicy, gdzie — jak twierdzą — od lat pojawia się problem agresywnych grupek młodych mężczyzn.
Co według śledczych wydarzyło się tamtego wieczoru
Z ustaleń prokuratury i policji wynika, że tragiczny incydent miał dwa wyraźne etapy. Najpierw doszło do starcia między instruktorem strzelectwa, który wyszedł na spacer z psem, a trzema młodymi mężczyznami. W tamtym momencie strony się rozeszły i wydawało się, że sytuacja została zakończona.
Później mężczyzna wrócił jednak do domu, zostawił psa, zabrał karabinek i ponownie wyszedł na miasto. Śledczy twierdzą, że przez pewien czas krążył po okolicy, aż ponownie natknął się na tych samych trzech mężczyzn. W trakcie drugiej konfrontacji padł strzał ostrzegawczy, a chwilę później kilka strzałów w kierunku jednego z uczestników zajścia. Postrzelony zginął na miejscu, a pozostali dwaj uciekli. Właśnie dlatego prokuratura nie uznaje tej sytuacji za obronę konieczną i kwalifikuje czyn jako zabójstwo.
Dlaczego sąd zdecydował o areszcie

W poniedziałek sąd zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego tymczasowego aresztu. Jak wyjaśniła rzeczniczka Sądu Okręgowego w Świdnicy Agnieszka Połyniak, zgromadzony materiał dowodowy na obecnym etapie pozwala przyjąć, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa. Sąd brał też pod uwagę fakt, że za zarzucany czyn grozi bardzo surowa kara.
Istotnym argumentem była również obawa ucieczki. Według ustaleń śledczych mężczyzna został zatrzymany na klatce schodowej budynku, mając przy sobie dokumenty i większą sumę pieniędzy. Ten element śledztwa został uznany za okoliczność, która może wskazywać na ryzyko opuszczenia miejsca zamieszkania i unikania odpowiedzialności.
Mieszkańcy mówią o strachu i bezkarności
Osoby, które stanęły w obronie Borysa B., tłumaczą swoją postawę nie tylko zaufaniem do niego, ale też poczuciem narastającego zagrożenia. Jeden z lokalnych aktywistów, Artur Chabło, mówił, że rejon Osiedla Szkolnego od dawna kojarzy się mieszkańcom z grupami młodych ludzi pijących alkohol i zastraszających otoczenie. Z tego powodu, jak podkreślał, wiele osób zwyczajnie unika takich miejsc.
W jego ocenie normalny człowiek nie powinien zmieniać drogi ani zamykać się w domu ze strachu przed chuliganami. Właśnie dlatego część lokalnej społeczności patrzy na tę tragedię nie tylko jak na odosobnioną sprawę karną, ale także jak na objaw szerszego problemu z bezpieczeństwem. Dla wielu mieszkańców to historia o granicy, po przekroczeniu której ludzie przestają wierzyć, że ktoś skutecznie ich ochroni.
Zwolennicy podejrzanego uważają, że się bronił
Osoby wspierające zatrzymanego przekonują, że nie działał z zamiarem zabicia kogokolwiek. Przypominają, że chodzi o instruktora strzelectwa, człowieka z legalnym pozwoleniem na broń, którego wiele osób zna od lat. W ich opinii jego charakter i dotychczasowa reputacja nie wskazują na skłonność do agresji ani niekontrolowanych działań.
Prezes stowarzyszenia strzelecko-kolekcjonerskiego „Trzy Twierdze”, Marcin Przybysz, wprost stwierdził, że zarzut zabójstwa uważa za całkowicie bezzasadny. Wśród obrońców podejrzanego często pojawia się argument, że po strzale ostrzegawczym napastnicy powinni byli się wycofać, a sam fakt, że było ich trzech przeciwko jednemu, wzmacnia przekonanie o działaniu w samoobronie.
Sprawę rozgrzała głośna zbiórka pieniędzy
Rozgłos wokół strzelaniny bardzo szybko wyszedł poza granice Bystrzycy Kłodzkiej. Na rzecz obrony prawnej podejrzanego zorganizowano zbiórkę, którą wsparło ponad 6,5 tysiąca osób. Do poniedziałkowego popołudnia udało się zebrać ponad 330 tysięcy złotych, co pokazuje, jak silne emocje ta sprawa wywołała wśród opinii publicznej.
Zbiórkę utworzyła narzeczona podejrzanego, choć sama nie zdecydowała się na publiczny komentarz dla mediów. W opisie zbiórki podkreślono, że tamtego wieczoru mężczyzna miał natknąć się na trzech agresywnych mężczyzn w kapturach, którzy wcześniej terroryzowali innych mieszkańców okolicy. Autorzy akcji przekonują, że użycie broni nie wynikało z chęci odebrania komuś życia, lecz z potrzeby obrony.
Prokuratura widzi ten wieczór inaczej
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy, Mariusz Pindera, przedstawia przebieg wydarzeń w zupełnie innym świetle niż zwolennicy zatrzymanego. Podkreśla, że po pierwszym konflikcie mężczyzna miał czas, by ochłonąć, wrócić do domu i wezwać policję. Zamiast tego — według śledczych — zabrał karabinek i sam ponownie pojawił się w miejscu, gdzie mógł spotkać tych samych mężczyzn.
To właśnie ten moment prokuratura uznaje za kluczowy dla oceny prawnej całego zdarzenia. W ocenie śledczych, jeśli ktoś po wcześniejszym incydencie wraca z bronią i ponownie wchodzi w kontakt z tymi samymi osobami, znacznie trudniej mówić o klasycznej obronie koniecznej. Po oddaniu strzałów mężczyzna zadzwonił do znajomego policjanta, a później zawiadomił numer alarmowy, jednak nie zmieniło to kierunku prowadzonego postępowania.
Granica między samoobroną a przestępstwem nadal nie jest przesądzona
Ekspert ds. bezpieczeństwa, prawa i dostępu do broni palnej dr Łukasz Urbański apeluje, by nie wydawać pochopnych ocen. Zwraca uwagę, że dotąd ujawnione informacje nie pozwalają jeszcze jednoznacznie stwierdzić, czy doszło do działania w warunkach obrony koniecznej, przekroczenia jej granic czy też innego czynu zabronionego. W takich sprawach decydują nie emocje, lecz precyzyjne odtworzenie sytuacji zagrożenia.
Jak przypomina ekspert, polskie prawo karne wymaga, by zamach był rzeczywisty, bezprawny i bezpośredni, a sama obrona — konieczna i współmierna do niebezpieczeństwa. Jednocześnie osoba napadnięta nie ma obowiązku ratować się ucieczką ani ustępować napastnikowi. Nawet w razie przekroczenia granic obrony koniecznej możliwe jest wyłączenie odpowiedzialności karnej, jeśli sprawca działał pod wpływem strachu lub silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami zamachu.
W centrum sprawy pozostaje jedno pytanie
Dalszy los podejrzanego w dużej mierze zależy od odpowiedzi na podstawowe pytanie: czy w chwili oddawania strzałów istniało bezpośrednie zagrożenie jego życia. To właśnie ten element może przesądzić, czy sąd uzna, że doszło do obrony koniecznej, czy też śledczy wykażą umyślny charakter działania. Bez szczegółowej analizy monitoringu, zeznań świadków i całej sekwencji zdarzeń ostateczny wniosek pozostaje dziś otwarty.
Jak podkreśla ekspert, ważne może się okazać również powołanie biegłego z zakresu użycia broni palnej. Taka opinia pozwoli dokładniej ocenić, w jaki sposób użyto broni, czy reakcja była proporcjonalna do zagrożenia i czy można było uniknąć tragicznego finału. Właśnie dlatego sprawa z Bystrzycy Kłodzkiej jeszcze długo może budzić emocje — zarówno z powodów prawnych, jak i przez głęboki społeczny podział, który już wywołała.
Więcej o pożarze pod Warszawą i tym, co doprowadziło do szybkiego rozprzestrzenienia się ognia w Cząstkowie Mazowieckim, przeczytasz w naszym osobnym materiale.