PKP Intercity Warszawa–Poznań bez wolnych miejsc. Dlaczego bilety znikają kilka dni przed odjazdem?

Bilety na popularne połączenia znikają z wyprzedzeniem, a pasażerowie coraz częściej muszą liczyć się z podróżą bez miejsca siedzącego.

PKP Intercity Warszawa–Poznań bez wolnych miejsc. Dlaczego bilety znikają kilka dni przed odjazdem?

Pociągi z Warszawy do Poznania coraz częściej nie nadążają za popytem, informale sport-tour.pl, powołując się na onet.pl. Miejsca wyprzedają się na kilka dni przed odjazdem, a część pasażerów jedzie w korytarzach i przedsionkach.

Eksperci nie zapowiadają szybkiej poprawy. Problem nie sprowadza się wyłącznie do rozkładu jazdy, bo kluczową przeszkodą pozostaje brak wystarczającej liczby wagonów.

Biletów brakuje jeszcze przed odjazdem

W piątkowe popołudnie, między godziną 14:00 a 18:00, z Warszawy do Poznania kursuje siedem pociągów PKP Intercity. Pięć z nich to droższe, komercyjne składy jadące dalej do Berlina albo Szczecina. Bilet na takie połączenie kosztuje 149 zł, a w przypadku Pendolino 169 zł, przy czasie przejazdu wynoszącym około 2 godziny i 20 minut.

Dwa pozostałe połączenia są tańsze i dotowane przez państwo, a bilet kosztuje 69 zł. Te pociągi jadą jednak mniej więcej godzinę dłużej, ponieważ zatrzymują się częściej. Różnica w cenie nie rozwiązuje problemu, bo według „Gazety Wyborczej” w żadnym z tych składów nie ma już wolnych miejsc na 2–3 dni przed odjazdem.

Kłopot nie dotyczy wyłącznie trasy Warszawa — Poznań. Brak miejsc pojawia się także w inne dni tygodnia oraz na połączeniach z Poznania do Trójmiasta, Wrocławia i Krakowa. Dla pasażerów oznacza to prosty, ale niewygodny wybór: kupić bilet z dużym wyprzedzeniem albo ryzykować podróż bez miejsca siedzącego.

Pasażerowie stoją w korytarzach i przedsionkach

PKP Intercity Warszawa–Poznań bez wolnych miejsc. Dlaczego bilety znikają kilka dni przed odjazdem?
PKP Intercity Warszawa–Poznań bez wolnych miejsc. Dlaczego bilety znikają kilka dni przed odjazdem?

Najmocniej problem odczuwają osoby, które regularnie podróżują tymi trasami. Dla nich nie są to pojedyncze przypadki związane z wyjątkowo dużym ruchem, lecz powtarzający się obraz przepełnionych składów. Szczególnie trudno jest przed weekendami, gdy do codziennych pasażerów dołączają studenci, turyści i osoby jadące do rodzin.

„Jeżdżę tym pociągiem kilka razy w miesiącu i to w obu kierunkach. Prawie zawsze ludzie stoją na korytarzach albo w przedsionkach, bo wszystkie miejsca są zajęte” — mówi „Gazecie Wyborczej” Marek Kaczmarczyk, który często podróżuje między Poznaniem a Krakowem.

Taka podróż szybko staje się męcząca, nawet jeśli sama trasa nie należy do najdłuższych. Pasażerowie z bagażami blokują przejścia, trudniej dostać się do toalety, a wsiadanie i wysiadanie zajmuje więcej czasu. W efekcie przepełnione pociągi PKP Intercity wpływają nie tylko na komfort, ale też na ogólną jakość podróżowania.

Ekspert: szybkiej poprawy nie będzie

Dr Michał Beim, ekspert ds. transportu z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i były członek zarządu PKP SA, wiąże obecną sytuację przede wszystkim z niedoborem taboru. Według niego PKP Intercity ma za mało wagonów, aby obsłużyć popyt, który mocno wzrósł na najpopularniejszych trasach. To nie jest problem, który da się rozwiązać samą korektą rozkładu jazdy albo dodaniem kilku kursów.

„PKP Intercity nie dokona cudów, bo tych wagonów po prostu nie ma. Szybkiej poprawy nie będzie” — ocenia dr Michał Beim w rozmowie z dziennikiem.

Ekspert przypomina, że w 2025 roku z pociągów PKP Intercity skorzystało 90 mln pasażerów. Dla polskiego przewoźnika to ogromne obciążenie, które pokazało słabe punkty całego systemu. W jego ocenie wycofanie się RegioJet z tego segmentu było dużą stratą, bo konkurencja mogłaby częściowo zmniejszyć presję na PKP Intercity.

Dlaczego brakuje pociągów

Część problemu wynika z opóźnień w dostawach zamówionych wagonów, między innymi z Fabryki Pojazdów Szynowych. Przewoźnik nie otrzymuje więc nowego taboru w tempie, które odpowiadałoby rosnącemu zainteresowaniu podróżami koleją. Do tego dochodzi błędne oszacowanie potrzeb na niektórych trasach, gdzie liczba pasażerów okazała się większa, niż zakładano.

Zdaniem Beima sytuację na trasie Poznań — Wrocław mogłyby poprawić szybkie pociągi Polregio albo przewoźników regionalnych. Jechałyby tylko nieco dłużej niż składy dalekobieżne, a jednocześnie mogłyby zaoferować nowoczesny tabor i dobry poziom komfortu. Taka alternatywa ma znaczenie szczególnie tam, gdzie PKP Intercity w praktyce nie ma silnego konkurenta.

Koleje Dolnośląskie rozważały wcześniej uruchomienie połączeń z Wrocławia przez Poznań do Warszawy, ale ostatecznie z tego pomysłu zrezygnowały. Koleje Wielkopolskie uruchamiają podobne połączenia jedynie sezonowo. W praktyce jedynym widocznym rywalem PKP Intercity pozostaje LeoExpress, który jeździ z Warszawy do Katowic, Krakowa i dalej do Pragi.

Alternatywy istnieją, ale nie zawsze są wygodne

PKP Intercity Warszawa–Poznań bez wolnych miejsc. Dlaczego bilety znikają kilka dni przed odjazdem?
PKP Intercity Warszawa–Poznań bez wolnych miejsc. Dlaczego bilety znikają kilka dni przed odjazdem?

Polregio ma również dwa codzienne połączenia z Poznania przez Kalisz i Łódź do Warszawy. Ta oferta jest jednak skierowana głównie do mniejszych miejscowości, a nie do pasażerów, którzy chcą szybko przemieścić się między dużymi miastami. Pociągi zatrzymują się na każdej stacji, dlatego przejazd trwa prawie sześć godzin.

Dla wielu osób taki wariant nie zastąpi szybkich pociągów między Warszawą a Poznaniem. Pasażerowie jadący w sprawach zawodowych, na uczelnię albo na przesiadkę zwykle nie mogą pozwolić sobie na kilka dodatkowych godzin w trasie. Właśnie dlatego obłożenie popularnych połączeń PKP Intercity pozostaje wysokie, nawet jeśli formalnie istnieją inne możliwości przejazdu.

Obecna sytuacja pokazuje szerszy problem polskiej kolei. Popyt na podróże między miastami rośnie szybciej niż możliwości przewoźników. Pasażerowie coraz częściej wybierają pociąg zamiast samochodu, ale infrastruktura i liczba wagonów nie zawsze nadążają za tą zmianą.

Co odpowiada PKP Intercity

„Gazeta Wyborcza” zapytała PKP Intercity o problem przepełnionych pociągów. Spółka zapewnia, że stale analizuje frekwencję w składach i wzmacnia najbardziej popularne połączenia. W weekendy i święta do pociągów dokładane są dodatkowe wagony, a część tras obsługują połączone składy Dart, Flirt albo Pendolino.

W ostatni weekend przewoźnik dołożył 292 wagony do 196 pociągów w całej Polsce. Z tej liczby 106 wagonów trafiło na połączenia przez Poznań, gdzie obciążenie jest szczególnie widoczne. PKP Intercity zapowiada też kolejne wzmocnienia na najbliższy weekend.

Te działania nie usuwają jednak najważniejszego pytania: czy doraźne zwiększanie liczby wagonów wystarczy, jeśli zainteresowanie podróżami nadal będzie rosło. Pasażerowie już teraz muszą planować przejazdy z wyprzedzeniem i sprawdzać bilety na pociągi z Warszawy do Poznania kilka dni przed podróżą, a nie w ostatniej chwili. Bez nowych wagonów i stabilnej konkurencji na trasach problem przepełnionych składów może zostać z pasażerami na długo.

Przy okazji zmian w usługach publicznych online dobrze sprawdzić także, jak działa już e-Urząd Skarbowy 2.0 i co zmieniło się w aplikacji dla podatników.

Udostępnij