Egzaminy ósmoklasistów w Polsce trwają od 11 do 13 maja i dla uczniów ostatnich klas szkoły podstawowej są jednym z najważniejszych momentów roku szkolnego, informale sport-tour.pl, powołując się na onet.pl. Dla rodziców młodszych dzieci te dni często oznaczają jednak poważny problem organizacyjny. Lekcji nie ma, dzieci zostają w domu albo trafiają na szkolne dyżury, które część rodzin nazywa po prostu „przechowalnią”.
Dlaczego egzaminy ósmoklasistów stały się problemem dla innych uczniów
Od 11 do 13 maja w polskich szkołach odbywają się egzaminy ósmoklasistów. Uczniowie mają już za sobą test z języka polskiego i matematyki, a w środę przystępują do egzaminu z języka obcego nowożytnego. Dla ósmoklasistów szkoły muszą zapewnić ciszę, osobne sale i pracę komisji egzaminacyjnych, dlatego zwykły rytm nauki dla pozostałych klas w wielu placówkach zostaje zatrzymany.
Rodzice młodszych uczniów nie kwestionują znaczenia tych egzaminów, ale irytuje ich to, że szkoły często nie proponują realnej alternatywy dla lekcji. Formalnie dziecko może przyjść na dyżur świetlicowy, lecz w praktyce nie zawsze przypomina to dobrze zorganizowany dzień. Najtrudniej mają rodziny, które nie mogą liczyć na dziadków, wziąć urlopu ani pracować z domu.
Ewelina z Warszawy, mama 9-letniej Tosi, mówi, że jej córka chodzi do trzeciej klasy i od poniedziałku do środy nie ma zajęć. Kobieta rozumie, że ósmoklasiści potrzebują odpowiednich warunków do napisania testów, ale nie uważa tego za wystarczające wyjaśnienie całkowitego wybicia z rytmu młodszych dzieci. Jej zdaniem problem nie leży w samych egzaminach, lecz w tym, jak szkoły przygotowują ten czas dla pozostałych uczniów.
„Szkoła oferuje tylko przechowalnię”

Ewelina tłumaczy, że zgodnie z przepisami jej córka może już zostać sama w domu. Mimo to mama nie traktuje tego jako bezpiecznego rozwiązania na cały dzień. Dziewczynka nie przygotuje sobie jeszcze normalnego obiadu i nie powinna przez wiele godzin siedzieć bez opieki, gdy dorośli pracują.
„Szkoła oferuje tylko przechowalnię. Jak inaczej nazwać sytuację, w której dzieci po prostu siedzą w świetlicy bez normalnych zajęć i bez żadnych atrakcji?”
Według Eweliny podczas takich dyżurów w sali często jest głośno, duszno i tłoczno. Dzieci jest dużo, nauczyciele są zajęci egzaminami, a po kilku godzinach nawet spokojni uczniowie zaczynają się nudzić. Jej córka, gdy tylko usłyszała o dyżurze, sama poprosiła, żeby nie zapisywać jej do szkoły w te dni.
Kiedy Tosia była młodsza, Ewelina wysyłała ją na takie dyżury, bo nie chciała brać wolnego. Teraz dziewczynka ma 9 lat i jest bardziej samodzielna, dlatego mama zdecydowała się pracować z domu. Rano córka sama się szykuje, je śniadanie, czyta książkę, układa klocki i ma 60 minut na telefon, po czym przez resztę dnia musi obyć się bez gadżetu.
Co najbardziej denerwuje rodziców
Dla rodzin problemem nie jest tylko jeden czy dwa dni bez lekcji. Maj w polskich szkołach i tak przynosi wiele przerw, świąt oraz nietypowych dni. Rodzice mają przez to poczucie, że pod koniec wiosny nauka zaczyna się rozpadać, a odpowiedzialność za organizację dnia dziecka spada na rodzinę.
Najczęściej rodzice skarżą się na kilka rzeczy:
- lekcje dla młodszych klas są odwoływane na czas egzaminów ósmoklasistów;
- szkolna świetlica nie zawsze zapewnia dzieciom sensowny plan dnia;
- rodzice muszą brać urlop albo pracować z dzieckiem w domu;
- nie każda rodzina może zostawić dzieci u dziadków;
- szkoły znają terminy egzaminów z dużym wyprzedzeniem, ale nie zawsze przygotowują lepsze rozwiązanie.
Ewelina uważa, że te dni można byłoby zaplanować rozsądniej. Jej zdaniem młodsze dzieci mogłyby wtedy pójść na wycieczkę, mieć zajęcia w terenie albo uczestniczyć w innej uporządkowanej aktywności. Nie neguje znaczenia egzaminów, ale podkreśla, że szkoła nie powinna sprowadzać opieki do siedzenia w przepełnionej świetlicy.
Inni rodzice też mówią o majowym chaosie
Podobnie myśli Joanna, mama Łucji, która również chodzi do trzeciej klasy. Kobieta mówi, że maj w szkole bardziej przypomina już oczekiwanie na wakacje niż pełnoprawną naukę. Jej zdaniem między majówką, egzaminami ósmoklasistów i Bożym Ciałem dzieci co chwilę mają przerwy, a rodzice za każdym razem muszą od nowa szukać rozwiązania.
„Moim zdaniem nauka w szkole trwa do 1 maja, a potem zaczyna się już tylko przeczekiwanie do wakacji”.
W szkole jej córki również organizowane są dyżury świetlicowe. W poprzednich latach Joanna czasami zapisywała na nie Łucję, ale w tym roku z jej klasy nie zgłosił się nikt. Dziewczynka nie chce chodzić do świetlicy, bo mówi, że się tam nudzi, a dla uczniów starszych niż trzecia klasa taka opieka w tej szkole nie jest już dostępna.
Joanna razem z mężem próbuje podzielić te dni między siebie. W poniedziałek wzięła urlop, we wtorek mąż poszedł do pracy na drugą zmianę, żeby do południa być z córką, a w środę pomóc ma babcia. Mama przyznaje, że dla rodziny to duża logistyka, nawet wtedy, gdy jedno z rodziców może pracować zdalnie.
Czy lekcje mogłyby odbywać się po egzaminach

Joanna nie rozumie, dlaczego z powodu porannych egzaminów szkoła całkowicie odwołuje zajęcia dla pozostałych uczniów. Jej zdaniem lekcje mogłyby odbywać się po południu, zwłaszcza że wiele polskich szkół i tak pracuje w systemie zmianowym. Według niej całkowite anulowanie zajęć wygląda jak przesada.
„Egzaminy odbywają się rano i nie trwają cały dzień. Dzieci mogłyby przyjść na drugą zmianę, bo w wielu szkołach i tak uczą się zmianowo”.
Ten argument często pojawia się wśród rodziców, ale szkoły patrzą na sytuację inaczej. Podczas egzaminów potrzebne są komisje, osobne sale, nadzór i nauczyciele dla uczniów z różnymi potrzebami edukacyjnymi. Dlatego duża część pedagogów nie może w te dni prowadzić zwykłych lekcji, nawet jeśli po zakończeniu testów część pomieszczeń się zwalnia.
Nauczycielka tłumaczy, dlaczego to bardziej skomplikowane
Marta, nauczycielka języka polskiego w szkole podstawowej, jest jednocześnie mamą uczennicy piątej klasy i ucznia siódmej klasy. Mówi, że w dniach egzaminów wielu pedagogów pracuje w komisjach, a część trafia na dyżury świetlicowe. W tym roku sama ma właśnie taki grafik.
Według Marty rodzice czasem nie doceniają tego, ilu osób potrzeba do przeprowadzenia egzaminów. Niektórzy uczniowie mają inne arkusze, dodatkowe warunki, osobne sale albo dostosowaną procedurę z powodu niepełnosprawności lub specjalnych potrzeb. Każda taka sytuacja oznacza kolejną salę, kolejnego nauczyciela i więcej pracy organizacyjnej.
„Nie wiem, jak rodzice to sobie wyobrażają. Wysłać ósmoklasistów na stadion, żeby szkoła była dostępna dla wszystkich? Nawet wtedy zabrakłoby nauczycieli”.
Marta nie zgadza się z tezą, że świetlica w czasie egzaminów to wyłącznie „przechowalnia”. Podkreśla, że dzieci mają zajęcia plastyczne, zabawy ruchowe, obiad, gry planszowe i inne aktywności. Jednocześnie przyznaje, że te dni są trudne dla wszystkich: rodziców, nauczycieli i dyrekcji szkoły.
Problem dotyczy także pracy nauczycieli
Marta zwraca uwagę na jeszcze jeden szczegół, o którym rodzice rzadko myślą. Podczas dyżurów świetlicowych spędza w szkole nawet więcej czasu niż w zwykły dzień lekcyjny. Jednocześnie zarabia mniej, choć fizycznie jest w pracy dłużej.
„Zarabiam mniej, chociaż dłużej jestem w szkole”.
Jej słowa pokazują, że problem ma dwie strony. Rodzice widzą przede wszystkim rozbity grafik i konieczność pilnego zorganizowania opieki nad dzieckiem. Nauczyciele mierzą się natomiast z dodatkowymi obowiązkami, innym rozkładem dnia i obciążeniem, które nie zawsze idzie w parze z wynagrodzeniem.
Egzaminy ósmoklasistów w Polsce pozostają ważnym etapem dla nastolatków, ale co roku odsłaniają słaby punkt szkolnego systemu. Młodsze dzieci formalnie nie zostają bez opieki, jednak rodzice oczekują nie tylko otwartej świetlicy, lecz także dobrze przemyślanego dnia. Dopóki szkoły, rodziny i nauczyciele nie znajdą lepszego balansu, majowe egzaminy będą sprawdzianem nie tylko dla ósmoklasistów.
Więcej o tegorocznych testach piszemy także w materiale „Egzamin ósmoklasisty 2026: czy polski był trudny? Uczniowie komentują tematy wypracowań i odpowiedzi”.