Strickland – Chimaev WIDEO. Skrót walki i momenty, które przesądziły o sensacji na UFC 328

Sean Strickland odzyskał pas mistrza UFC po dramatycznym starciu z Khamzatem Chimaevem, a gala UFC 328 przyniosła wynik, który mocno zaskoczył świat MMA.

Strickland – Chimaev WIDEO. Skrót walki i momenty, które przesądziły o sensacji na UFC 328

Sean Strickland sprawił jedną z największych niespodzianek gali UFC 328 w Newark i po raz drugi został mistrzem UFC w wadze średniej, informale sport-tour.pl, powołując się na bbc.com. Amerykanin pokonał Khamzata Chimaeva niejednogłośną decyzją sędziów, zadając mu pierwszą porażkę w zawodowej karierze.

Strickland znów mistrzem UFC po ciężkiej walce z Chimaevem

Sean Strickland odzyskał tytuł mistrza UFC w wadze średniej po zwycięstwie nad Khamzatem Chimaevem na gali UFC 328 w Newark w stanie New Jersey. Amerykanin wygrał po pięciu rundach bardzo wyrównanego pojedynku, który do końca trzymał kibiców w napięciu. Dwóch sędziów punktowało 48-47 dla Stricklanda, natomiast trzeci takim samym wynikiem wskazał na przewagę Chimaeva.

Dla 35-letniego Stricklanda to zwycięstwo ma ogromne znaczenie, ponieważ po raz drugi w karierze wszedł na szczyt dywizji średniej UFC. Chimaev przed tym starciem pozostawał niepokonany i miał za sobą 16 zawodowych walk bez porażki. Właśnie dlatego wynik UFC 328 natychmiast stał się jednym z najgłośniejszych tematów w świecie MMA.

Pierwsza runda przebiegała zgodnie z planem Chimaeva, który szybko przeniósł walkę do parteru i narzucił kontrolę na ziemi. Podobny schemat przyniósł mu sukces w sierpniu, gdy zdobywał pas w starciu z Dricusem du Plessisem. Tym razem Strickland przetrwał jednak początkową presję, zachował spokój i z każdą minutą coraz mocniej rozbijał taktykę rywala.

Jak Strickland zatrzymał największą broń Chimaeva

W drugiej rundzie Strickland znacznie lepiej bronił obaleń i zmusił Chimaeva do dłuższej walki w stójce. Dla wielu rywali rosyjsko-emirackiego zawodnika właśnie ten element był najtrudniejszy, ponieważ Chimaev zwykle szybko narzuca zapasy i kontrolę przy siatce. Strickland nie tylko wytrzymał tę presję, lecz także przesunął walkę do płaszczyzny, w której czuł się dużo pewniej.

Najważniejszą bronią Amerykanina okazał się prosty lewy, którym regularnie zatrzymywał nacierającego Chimaeva. Strickland często walczył z kontry, cofał się, ale nie tracił kontroli nad dystansem i systematycznie zbierał punkty. To właśnie dyscyplina w stójce dała mu minimalną, lecz kluczową przewagę na kartach punktowych.

W ostatniej rundzie Chimaev nadal szukał obaleń, ale Strickland ponownie zdołał przetrwać i nie pozwolił rywalowi całkowicie przejąć końcówki pojedynku. Po końcowej syrenie Amerykanin uniósł rękę, pokazując, że jest przekonany o swoim zwycięstwie. Decyzja sędziów potwierdziła, że jego plan okazał się skuteczniejszy niż siłowa presja Chimaeva.

Skandaliczna atmosfera przed walką i zaskakujący szacunek po jej zakończeniu

Przygotowania do starcia Strickland – Chimaev zostały przyćmione przez ostre i obraźliwe wypowiedzi, które wykraczały daleko poza typowy sportowy konflikt. Strickland uderzał w pochodzenie i religię rywala, a Chimaev odpowiadał komentarzami dotyczącymi osobistych traum Amerykanina, o których ten wcześniej mówił publicznie. Napięcie było tak duże, że UFC zdecydowała się na dodatkową ochronę podczas tygodnia walki.

Przed rozpoczęciem pojedynku między zawodnikami stały rzędy ochroniarzy, co tylko podkreślało skalę napięcia. Mimo tego obaj dotknęli się rękawicami przed pierwszym gongiem, pokazując minimum sportowego szacunku. Po ogłoszeniu werdyktu Chimaev sam pomógł Stricklandowi założyć mistrzowski pas, a ten gest mocno kontrastował z atmosferą konfliktu sprzed gali.

Po zwycięstwie Strickland przeprosił amerykańskich fanów, chrześcijan i muzułmanów. Przyznał, że posunął się za daleko, tłumacząc swoje zachowanie próbą sprzedaży walki i podgrzania zainteresowania pojedynkiem. Nawet po tych słowach pozostaje jednak niewygodne pytanie, gdzie kończy się promocja wielkiego starcia, a zaczyna wykorzystywanie obraźliwych tematów, które nie mają nic wspólnego ze sportem.

UFC znów mierzy się z pytaniem o granice promocji walk

Prezydent UFC Dana White nazwał tę rywalizację jedną z najbardziej gorących w historii organizacji. W przeszłości podkreślał już, że zawodnicy nie będą karani za obraźliwe wypowiedzi, ponieważ popiera zasadę wolności słowa. Status mistrza sprawia jednak, że każde słowo Stricklanda wybrzmiewa mocniej, a jego wcześniejsze rasistowskie, homofobiczne i mizoginiczne komentarze ponownie uruchamiają dyskusję o odpowiedzialności sportowców.

Problem nie dotyczy wyłącznie emocji przed wejściem do oktagonu, ale także sposobu, w jaki UFC promuje największe walki. Konflikty rzeczywiście przyciągają uwagę, budują napięcie i zwiększają zainteresowanie transmisjami. Gdy jednak promocja opiera się na osobistych atakach, religii, pochodzeniu czy traumatycznych doświadczeniach, zaczyna przypominać nie sportową rywalizację, lecz niebezpieczny standard dla całego MMA.

Sam pojedynek pokazał, że UFC 328 miało wystarczająco dużo sportowej dramaturgii bez brutalnego rozgrzewania atmosfery. Strickland nie wygrał dzięki skandalom, lecz dzięki odporności, obronie przed zapasami i konsekwentnej pracy w stójce. To właśnie ten aspekt powinien być główną historią wieczoru, choć przed walką zbyt długo uwagę zabierały zupełnie inne tematy.

Joshua Van obronił tytuł w wadze muszej

W walce poprzedzającej główne starcie birmańsko-amerykański mistrz Joshua Van obronił pas UFC w wadze muszej. Pokonał Japończyka Tatsuro Tairę przez techniczny nokaut w piątej rundzie po trudnym i bardzo konkurencyjnym pojedynku. Dla 24-letniego Vana była to pierwsza udana obrona mistrzowskiego tytułu.

Taira, który ma 26 lat, dobrze rozpoczął walkę i w pierwszych rundach skutecznie korzystał z obaleń. Van stopniowo przejmował jednak inicjatywę, coraz częściej trafiał w stójce i zmuszał rywala do płacenia wysokiej ceny za każdą próbę skrócenia dystansu. W piątej rundzie zakończył pojedynek serią ciosów, potwierdzając, że pozostaje jednym z najgroźniejszych zawodników tej dywizji.

Ten pojedynek przeszedł także do historii UFC jako pierwsza walka o tytuł między dwoma azjatyckimi mężczyznami w organizacji. Po zwycięstwie Van zwrócił się do byłego mistrza Alexandre’a Pantoji i zaproponował rewanż. W grudniu odebrał mu pas po tym, jak Brazylijczyk doznał kontuzji ręki już w pierwszej rundzie, dlatego kolejne starcie może być naturalnym następnym krokiem dla dywizji muszej.

Warto też sprawdzić, jak do własnego wyzwania w UFC przygotowuje się Iwo Baraniewski, dla którego sparingi ze Stricklandem okazały się wyjątkowo bolesnym testem.


Udostępnij