Ponad 108 mln zł strat w sanatoriach. Dlaczego pacjenci rezygnują z wyjazdu do sanatorium NFZ?

Problem pustych miejsc w sanatoriach NFZ narasta, a milionowe straty wywołują debatę o karach dla pacjentów, którzy bez uzasadnienia nie pojawiają się na leczeniu.

Ponad 108 mln zł strat w sanatoriach. Dlaczego pacjenci rezygnują z wyjazdu do sanatorium NFZ?

Polski system leczenia uzdrowiskowego stracił w ciągu dwóch lat ponad 108,2 mln zł przez pacjentów, którzy rezerwowali turnusy, ale ostatecznie nie pojawiali się w sanatoriach, informuje sport-tour.pl, powołując się na fakt.pl. Dla uzdrowisk nie są to już pojedyncze przypadki, lecz poważny problem, który uderza zarówno w finanse placówek, jak i w dostępność miejsc dla osób realnie czekających na leczenie.

Dlaczego „niedojazdy” stały się poważnym problemem

Chodzi o sytuacje, w których pacjent otrzymuje skierowanie na leczenie sanatoryjne, akceptuje termin wyjazdu, a następnie nie pojawia się w placówce bez wcześniejszego odwołania. Formalnie ma prawo zrezygnować z powodów zdrowotnych lub ważnych przyczyn osobistych, jednak w praktyce podawane uzasadnienia często trudno uznać za naprawdę poważne. Właśnie dlatego polskie sanatoria coraz częściej mówią nie o incydentach, lecz o narastającym, systemowym nadużyciu.

Narodowy Fundusz Zdrowia wyliczył, że w 2024 roku nie zrealizowano 7 tys. 342 skierowań na leczenie stacjonarne, a w 2025 roku kolejnych 6 tys. 145. Wartość niewykorzystanych świadczeń wyniosła 55,7 mln zł w 2024 roku oraz 52,6 mln zł rok później. Łącznie daje to ponad 108,2 mln zł, które system faktycznie stracił przez puste łóżka i odwołane w ostatniej chwili turnusy.

Jakie powody podają pacjenci

Podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. lecznictwa uzdrowiskowego dr Jacek Gąsiorowski z Dolnego Śląska przytoczył przykłady wyjaśnień składanych przez pacjentów. Wśród nich znalazły się implant zęba, wyjazd do rodziny, komunia, niekorzystna pogoda, a nawet odległość 300 kilometrów od wojny w Ukrainie. Ta różnorodność i często wątpliwa waga argumentów pokazują, że część rezygnacji nie ma związku z realnymi przeszkodami w podjęciu leczenia.

Gąsiorowski bardzo ostro ocenił zachowanie części pacjentów, stwierdzając, że ich rozpasanie przekracza ludzkie wyobrażenie. Taka reakcja nie jest przypadkowa, bo skutki dla branży uzdrowiskowej od dawna widać w konkretnych liczbach. Gdy miejsce pozostaje puste, placówka nie jest w stanie szybko zrekompensować straty, a państwo nadal ponosi koszty w ramach obowiązującego systemu finansowania.

Kto i ile traci przez puste miejsca

Ponad 108 mln zł strat w sanatoriach. Dlaczego pacjenci rezygnują z wyjazdu do sanatorium NFZ?
Ponad 108 mln zł strat w sanatoriach. Dlaczego pacjenci rezygnują z wyjazdu do sanatorium NFZ?

Niektóre sanatoria już policzyły bezpośrednie finansowe skutki „niedojazdów”. Uzdrowisko Busko-Zdrój straciło z tego powodu ponad 3,4 mln zł w latach 2023–2026. Z kolei Krynica-Żegiestów odnotowała straty przekraczające 1,7 mln zł w ciągu trzech lat.

Dyrektor operacyjny Krynica-Żegiestów, dr Krzysztof Głuc, w komentarzu dla WP Finanse podkreślił, że są to całkowicie obiektywne straty, ponieważ miejsca bardzo często pozostają niewykorzystane. Problem staje się jeszcze poważniejszy, gdy zestawi się go z czasem oczekiwania na leczenie sanatoryjne, który wynosi średnio około ośmiu miesięcy. W praktyce oznacza to, że jedni pacjenci miesiącami czekają w kolejce, podczas gdy inni po prostu nie przyjeżdżają i zostawiają po sobie puste łóżka na cały czas turnusu.

Łukasz Kocur z Polskiej Grupy Uzdrowisk zwraca uwagę na jeszcze jeden element, który szczególnie obciąża cały system. Wiele rezygnacji pojawia się w dniu rozpoczęcia turnusu albo dzień wcześniej, kiedy znalezienie pacjenta z listy rezerwowej graniczy już z niemożliwością. W efekcie łóżko stoi puste przez pełne 21 dni, a sanatorium traci szansę na wykorzystanie miejsca i uzyskanie finansowania za świadczenie.

Jakich zmian domaga się branża

Przedstawiciele sektora uzdrowiskowego otwarcie domagają się zmian w obowiązujących zasadach. Polska Grupa Uzdrowisk proponuje między innymi wprowadzenie obowiązkowego podwójnego potwierdzenia wyjazdu, zwrotnej kaucji, elastycznej listy rezerwowej w formule last minute oraz okresu karencji dla osób, które bez uzasadnienia nie pojawiły się na turnusie. Według tej koncepcji pacjent, który bez ważnego powodu zrezygnował z wyjazdu, mógłby stracić prawo do kolejnego skierowania na co najmniej dwa lata.

Zwolennicy tych zmian mówią wprost, że bez wyraźnych reguł nie uda się zdyscyplinować systemu. Leczenie sanatoryjne w Polsce nadal cieszy się dużym zainteresowaniem, dlatego każde niewykorzystane miejsce oznacza nie tylko stratę finansową, ale także utraconą szansę dla innego chorego. Z tego powodu dyskusja dawno przestała być wyłącznie problemem organizacyjnym i coraz mocniej dotyczy sprawiedliwego dostępu do świadczeń zdrowotnych.

Co na to Ministerstwo Zdrowia

Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że problem istnieje, i zapewnia, że bierze pod uwagę głosy ekspertów. Jednocześnie resort nie chce sięgać po zbyt surowe rozwiązania, które mogłyby zniechęcić pacjentów do korzystania z leczenia sanatoryjnego jako takiego. Dlatego rząd na razie skłania się ku łagodniejszym mechanizmom, a propozycje przygotowane przez uzdrowiska traktuje jako rekomendacje do dalszych analiz.

Takie podejście pokazuje, że ostatecznej decyzji nadal nie ma, choć skali strat nie da się już lekceważyć. Jeśli sytuacja się nie zmieni, system nadal będzie płacił dziesiątki milionów złotych za miejsca, które pozostają puste. To oznacza, że temat „niedojazdów” z lokalnego problemu sanatoriów stopniowo wyrasta na szeroką debatę o skuteczności wydawania publicznych pieniędzy.

Sprawdź też, gdzie w Polsce IMGW wydał alert przed przymrozkami i gdzie temperatura przy gruncie spadnie do -4 stopni.

Udostępnij