Aryna Sabalenka gra dalej w Paryżu. Co stało się przy 4:0 i z kim zagra w drugiej rundzie Roland Garros?

Aryna Sabalenka zaczęła Roland Garros od wygranej, ale mecz z Jessicą Bouzas Maneiro pokazał, że liderka WTA w Paryżu nie może pozwolić sobie na chwilę dekoncentracji.

Aryna Sabalenka gra dalej w Paryżu. Co stało się przy 4:0 i z kim zagra w drugiej rundzie Roland Garros?

Aryna Sabalenka rozpoczęła tegoroczny Roland Garros od zwycięstwa nad Jessicą Bouzas Maneiro, choć pierwszy set przez pewien czas wymknął się jej spod pełnej kontroli, informale sport-tour.pl, powołując się na interia.pl. Liderka rankingu WTA wygrała 6:4, 6:2 i awansowała po 75 minutach gry, ale początek meczu nie był tak spokojny, jak mógł sugerować wynik 4:0 w pierwszej partii. Białorusinka szybko narzuciła tempo, mocno uderzała z głębi kortu i zmuszała rywalkę do gry pod presją. Później jednak pojawiły się błędy, irytacja i fragment, który przypomniał jej słabsze momenty z turniejów w Madrycie oraz Rzymie.

Wtorkowy plan French Open obejmował ostatnie mecze pierwszej rundy, w tym występy dwóch ubiegłorocznych finalistek: Aryny Sabalenki i Coco Gauff. Jako pierwsza na Court Philippe Chatrier wyszła Sabalenka, która rok temu przegrała w Paryżu walkę o tytuł. Mimo pozycji światowej „jedynki” Białorusinka nadal nie ma w dorobku triumfu na Roland Garros, dlatego tegoroczny start ma dla niej szczególne znaczenie. Sama przed turniejem nie ukrywała, że właśnie paryski tytuł jest jednym z jej głównych celów.

Sabalenka przyjechała do Paryża z presją i niedosytem

Przygotowania do sezonu na mączce Sabalenka podporządkowała Roland Garros. Zrezygnowała z występu w Stuttgarcie, by odpocząć po efektownym triumfie w Sunshine Double, ale kolejne tygodnie nie przyniosły jej wyników, których mogła oczekiwać. W Madrycie dotarła do ćwierćfinału, a w Rzymie odpadła już w trzeciej rundzie. To sprawiło, że przed początkiem turnieju w Paryżu pojawiały się wątpliwości, czy liderka rankingu jest w tym roku odpowiednio gotowa do gry na tej nawierzchni.

Kontekst był dla niej tym trudniejszy, że w poprzednich latach w Paryżu długo nie potrafiła przebić się do finału w czasie dominacji Igi Świątek. Rok temu to właśnie Sabalenka zatrzymała Polkę w półfinale, wygrywając trzeciego seta 6:0, ale w finale lepsza okazała się Coco Gauff. Teraz Białorusinka wróciła do Paryża z jasnym celem: odegrać się za tamtą porażkę i wreszcie sięgnąć po tytuł. Dodatkową presję tworzy sytuacja w rankingu, bo Jelena Rybakina po świetnej pierwszej części sezonu może zostać nową liderką WTA, jeśli wygra cały turniej — niezależnie od wyniku Sabalenki.

Bouzas Maneiro już wcześniej sprawiała jej problemy

Samo losowanie nie wyglądało dla Sabalenki źle, ale Jessica Bouzas Maneiro nie była rywalką, którą można było całkowicie zlekceważyć. Hiszpanka potrafi grać nieszablonowo i już wcześniej miała momenty, w których poważnie utrudniała Białorusince życie na korcie. W zeszłorocznym Australian Open prowadziła z nią 5:2 w drugim secie, a później w Cincinnati miała 5:4 w drugiej partii. Oba tamte mecze przegrała, ale pokazała, że umie wybić Sabalenkę z rytmu.

W tym sezonie Bouzas Maneiro miała już także cenne zwycięstwo nad Coco Gauff w Perth. Był to jej jedyny mecz z tenisistką z TOP 10 rankingu WTA, dlatego spotkanie z Sabalenką było dla niej kolejną okazją do sprawdzenia się na najwyższym poziomie. Początek na Court Philippe Chatrier wskazywał jednak, że liderka rankingu szybko zamknie temat. Sabalenka wyszła na 4:0, przejmowała inicjatywę w wymianach i korzystała z błędów rywalki, w tym z podwójnego błędu serwisowego przy drugim przełamaniu.

Chwila nerwów w pierwszym secie

Przy stanie 4:0 mecz wyglądał na jednostronny, ale wtedy Sabalenka zaczęła tracić płynność. Przegrała gema przy własnym serwisie, coraz częściej się myliła i wyraźnie się irytowała. Bouzas Maneiro wyczuła szansę, zmniejszyła straty, a przy stanie 5:3 dla Białorusinki znów zaatakowała. Po efektownym krosowym bekhendzie Hiszpanka wywalczyła break pointa, a chwilę później po błędzie Sabalenki doszła na 4:5.

Nagle 50. rakieta świata dostała realną możliwość, by wrócić do seta. Serwowała przy stanie 4:5, ale presja tym razem okazała się zbyt duża. Przy 30-30 punkt zdobyła Sabalenka, a Bouzas Maneiro musiała ryzykować drugim podaniem. Liderka rankingu natychmiast to wykorzystała, zaatakowała returnem i zamknęła pierwszą partię wynikiem 6:4.

Drugi set bez większego zagrożenia

W drugiej partii Sabalenka nie pozwoliła już, by mecz znów zrobił się nerwowy. Szybko odskoczyła na 2:0, potem na 4:0 i 5:0, a jej przewaga fizyczna w kluczowych momentach była wyraźna. Błędy nadal się zdarzały, a Bouzas Maneiro miała nawet break pointy, ale nie potrafiła zbudować z tego dłuższego fragmentu dominacji. Białorusinka mocą uderzeń regularnie odzyskiwała kontrolę nad wymianami.

Hiszpanka walczyła do końca, wygrała dwa gemy i obroniła pierwszą piłkę meczową. Drugiej już nie zdołała zatrzymać. Spotkanie zakończyła piątym podwójnym błędem serwisowym, a Sabalenka mogła odetchnąć po meczu, który zaczął się bardzo pewnie, na chwilę zrobił się niebezpieczny, ale ostatecznie zakończył się zgodnie z planem liderki rankingu.

Więcej piłkarskich kulis znajdziesz też w materiale o tym, jak wygląda transfer Arsenicia do Legii i co oznacza jego odejście z Rakowa.

Udostępnij