Dwa najgłośniejsze średniaki z Androidem w tym sezonie stanęły do bezpośredniego porównania — i po zważeniu wszystkich plusów oraz minusów bez wahania skłaniam się ku Pixelowi 10a, informuje sport-tour.pl powołując się na findarticles.com. Jasne, Galaxy S25 FE też wygląda na mocnego gracza: ma dopracowane oprogramowanie, funkcje zbliżone do flagowców i długie wsparcie. W codziennym użytkowaniu częściej jednak wygrywa podejście Google, bo liczą się rzeczy, które czuć z ręki, a nie tylko w tabelkach.
Najbardziej widać to nie w benchmarkach, ale w detalach: jak telefon leży w dłoni, jak radzi sobie ekran w słońcu, jak równo wychodzą zdjęcia i czy cena faktycznie ma sens. W moim przypadku jest pięć praktycznych powodów, dla których Pixel 10a zgarnia zwycięstwo.
Mniejsza obudowa, więcej wygody na co dzień
Moda na wielkie „cegły” zaczyna męczyć, a tutaj Pixel 10a wypada wyraźnie przyjemniej. Telefon waży 183 g i ma wymiary 153,9 × 73 × 9 mm, więc w dłoni jest stabilny, ale nie obciąża nadgarstka. Dużym plusem jest też niemal zlicowana belka aparatu z tyłu, dzięki czemu smartfon łatwiej wysuwa się z kieszeni, mniej haczy o materiał i nie buja się na biurku tak jak modele z wysokimi wyspami aparatów.
Galaxy S25 FE jest zauważalnie większy: 161,3 × 76,6 × 7,4 mm, a do tego waży około 7 g więcej. Tak, Samsung jest cieńszy, ale dodatkowa długość i szerokość sprawiają, że mocniej „wypełnia” dłoń. Jeśli zależy ci na obsłudze jedną ręką i mniejszym zmęczeniu przy długim przewijaniu, Pixel 10a jest po prostu bardziej przyjazny.
Jaśniejszy i ostrzejszy ekran, który nie zawodzi na zewnątrz

Ekrany w obu modelach są dobre, ale liczby mówią tu bardzo wyraźnie. Pixel 10a dostał 6,3-calowy OLED o rozdzielczości 2 424 × 1 080, co daje około 421 ppi. W Galaxy S25 FE wyświetlacz jest większy — 6,7 cala, rozdzielczość to 2 340 × 1 080, a zagęszczenie wynosi około 385 ppi. Różnica to niemal 9% na korzyść Pixela, i w praktyce da się ją zauważyć.
W drobiazgach wychodzi to bardzo szybko: tekst jest czytelniejszy, elementy interfejsu wyglądają ostrzej, a oczy mniej się męczą. Jeszcze ważniejsza jest jasność — według specyfikacji Pixel 10a osiąga do 3000 nitów w piku, podczas gdy S25 FE dobija do około 1900 nitów. To nawet 58% przewagi, która robi robotę w pełnym słońcu — na chodniku, na trybunach czy przy oknie ekran Pixela pozostaje czytelny bez kombinowania z kontrastem i „daszkiem” z dłoni.
Aparat, który daje pewny efekt bez kombinowania
Sprzętowo aparaty w obu smartfonach są raczej „ewolucją”, ale w tej klasie liczy się nie tylko moduł, lecz także obróbka. Pixel 10a z podwójnym aparatem stawia na obliczeniową fotografię Google: równe ekspozycje, naturalne odcienie skóry bez skakania w ciepło lub zimno i przewidywalne zdjęcia w słabszym świetle. Gdy chcesz szybko złapać moment i nie stracić kadru, taka powtarzalność jest ważniejsza niż ładne slajdy z prezentacji.
Google dorzuca też praktyczne tryby i narzędzia, które realnie przydają się na co dzień: Macro na głównym sensorze, Panorama oraz Add Me do zdjęć grupowych. Samsung odpowiada osobnym teleobiektywem, ale sam „dalszy zoom” nie zawsze oznacza lepsze ujęcie. Z doświadczenia i z tego, jak często Pixele wygrywają w społecznościowych „ślepych” porównaniach, siłą Google bywa wierny kolor i szeroki zakres dynamiczny, dzięki czemu zdjęcie wygląda naturalnie i od razu nadaje się do publikacji.
Design z charakterem i bez irytujących detali

Telefon to rzecz, po którą sięgasz dziesiątki razy dziennie, więc detale mają znaczenie. Pixel 10a oferuje kolory Lavender, Berry, Fog i Obsidian, które dodają charakteru bez wrażenia „zabawki”. Jednocześnie belka aparatu nie jest tu tylko ozdobą: jest sensownie wkomponowana w bryłę, stabilizuje smartfon na stole i nie prowokuje ciągłego kołysania.
Galaxy S25 FE trzyma minimalistyczną estetykę, która wielu osobom odpowiada, ale osobne „pierścienie” obiektywów i bardziej płaskie plecy gorzej radzą sobie z bujaniem na powierzchni czy tarciem w kieszeni. Ostatecznie działa prosta zasada: trochę osobowości plus odrobina praktycznego myślenia — i korzysta się przyjemniej.
Cena, która uczciwiej wygląda dla większości kupujących
Najbardziej odczuwalna różnica to cena. Pixel 10a startuje od 499 dolarów za wersję 128 GB, a Galaxy S25 FE ma cenę 649 dolarów, czyli różnica wynosi 150 dolarów. Promocje, odkup urządzenia czy rabaty mogą ją zmniejszyć, ale patrząc na „czystą” cenę, to Pixel wypada rozsądniej.
Za te pieniądze Pixel 10a dowozi to, czego najczęściej potrzebujesz: świetny ekran, pewny aparat, wygodną obudowę i mocne wsparcie systemu — bez wchodzenia w półkę „prawie flagowca” cenowo. A za zaoszczędzoną kwotę łatwo dokupić rzeczy, które naprawdę poprawiają komfort: porządne etui, bezprzewodowe słuchawki albo dodatkową przestrzeń w chmurze.
Dlaczego S25 FE nadal może być dobrym wyborem
Samsung ma swoje argumenty i nie ma sensu ich zamiatać pod dywan. Galaxy S25 FE oferuje szybsze ładowanie, mocniejszy chipset „na papierze”, większy ekran do wideo i gier oraz rozbudowany zestaw funkcji w One UI. Jeśli dla ciebie kluczowa jest maksymalna funkcjonalność nakładki albo duży wyświetlacz jako „płótno”, FE może pasować lepiej.
Jeśli jednak oceniasz to, co czujesz godzinę po godzinie — rozmiar, czytelność, przewidywalność zdjęć i cenę — Pixel 10a wygląda jak smartfon, który łatwiej polubić w prawdziwym życiu. Dlatego w starciu Pixel 10a vs Galaxy S25 FE to właśnie Pixel jest moim wyborem.
Jeśli chcesz też kontrolować płynność w grach, sprawdź poradnik Jak włączyć licznik FPS w Steam Nowa nakładka może cię zaskoczyć.