Kooperacyjna strzelanka The Division doczekała się nowego wydania, a Ubisoft oficjalnie potwierdził plotki o The Division: Definitive Edition, informuje sport-tour.pl powołując się na eurogamer.pl. Problem w tym, że za głośną nazwą stoi prosta prawda: to niemal dokładnie ta sama gra, co wcześniej.
„Definitywna edycja” bez realnych nowości
Pierwsze The Division zadebiutowało w 2016 roku i szybko stało się rozpoznawalnym przedstawicielem kooperacyjnych looter shooterów. Zbliżające się 10. urodziny tytułu oraz rozmowy o „definitive edition” naturalnie rozbudziły oczekiwania fanów. Zwykle takie premiery oznaczają odświeżoną oprawę, dodatkową zawartość albo wyraźne usprawnienia rozgrywki, które mają przyciągnąć nowych graczy i dać powód do powrotu weteranom.
Premiera 3 lutego i cisza dookoła

The Division: Definitive Edition trafiło do sprzedaży dzisiaj, 3 lutego, i obyło się bez większej otoczki. Firma nie promuje tego wydania tak intensywnie, jak często robi się to przy „odświeżonych” wersjach starszych hitów. Powód wydaje się oczywisty: pod nową etykietą nie pojawiło się nic, co faktycznie zmieniałoby wrażenia z gry.
Co dostajemy w pakiecie, a czego brakuje
W środku znajduje się podstawowa wersja The Division, wszystkie trzy dotychczasowe przepustki sezonowe z zawartością oraz kilka dodatkowych strojów. Na tym w praktyce kończą się różnice, więc na „przerobioną” edycję nie ma co liczyć. Wydanie jest kierowane na PS5 oraz Xbox Series X/S, ale w opisie sklepowym próżno szukać informacji o dostosowaniu do współczesnych standardów czy większych ulepszeniach technicznych.
Cena jako najmocniejszy punkt reedycji
W oczy rzuca się też typowy motyw takich powrotów: nowe wydanie bywa pretekstem, by ponownie skierować uwagę na kilkuletni tytuł i jednocześnie podnieść jego cenę. Tutaj wygląda to podobnie, bo The Division: Definitive Edition wyceniono na 229 zł. Co ważne, zwiększenie limitu klatek na konsolach gra dostała już kilka miesięcy temu, więc trudno traktować je jako wyróżnik tego konkretnego wydania.
Podobny temat z zaleceniami producenta dotyczy też VW ID.4 w USA, gdzie przez problem z baterią rekomenduje się ładowanie do 80% i rezygnację z szybkiego DC.