Upadek Kacpra Tomasiaka podczas niedzielnych kwalifikacji w Vikersund na kilka minut wstrząsnął zarówno kibicami, jak i całą polską kadrą, informuje sport-tour.pl powołując się na interia.pl. Na szczęście pierwsze informacje o stanie zdrowia 19-letniego skoczka okazały się uspokajające, choć ostateczną ocenę mają jeszcze wydać lekarze w szpitalu.
Niepokojący początek kwalifikacji w Vikersund
Niedzielne kwalifikacje do drugiego konkursu indywidualnego w Vikersund rozpoczęły się o 15:45, jednak już od pierwszych chwil zawody przybrały bardzo niepokojący obrót. Jako pierwszy na rozbiegu pojawił się Kacper Tomasiak i to właśnie jego skok zakończył się groźnie wyglądającym upadkiem. Po lądowaniu 19-letni zawodnik przez pewien czas się nie podnosił, a następnie został wyniesiony ze strefy zeskoku na noszach.
Ten incydent natychmiast zmienił atmosferę wokół rywalizacji, bo chwilę później coraz większy wpływ na przebieg kwalifikacji zaczął mieć także wiatr. Warunki pogodowe utrudniały oddawanie prób do tego stopnia, że zawodnicy byli wielokrotnie zdejmowani z belki startowej. Wśród tych, którzy musieli czekać na decyzję, znalazł się również Paweł Wąsek, ale ostatecznie nie oddał swojego skoku.
Co wiadomo o stanie zdrowia Kacpra Tomasiaka
Po przerwaniu kwalifikacji przy skoczni pojawił się trener główny reprezentacji Polski Maciej Maciusiak, który przekazał pierwsze informacje po wstępnym badaniu zawodnika. Jak podkreślił, kontakt z Tomasiakiem był od samego początku, a to już samo w sobie było bardzo ważnym i uspokajającym sygnałem po tak groźnym upadku. Szkoleniowiec dodał również, że skoczek nie stracił przytomności, a wstępnie nie stwierdzono u niego objawów wstrząśnienia mózgu.
Dodatkowe badania są jednak konieczne, dlatego zawodnik ma zostać przewieziony do szpitala na dokładniejsze sprawdzenie rąk oraz odcinka szyjnego kręgosłupa. To właśnie te obszary wzbudziły największe obawy po upadku na mamuciej skoczni. Jednocześnie pierwsze sygnały ze sztabu brzmią optymistycznie, co dla całej drużyny ma w tej sytuacji ogromne znaczenie.
Maciusiak zaznaczył, że rozmawiał ze skoczkiem osobiście, a sam Tomasiak skontaktował się nawet ze swoimi rodzicami. Zdaniem trenera to potwierdza, że sytuacja nie wygląda krytycznie, choć na ostateczne wnioski trzeba jeszcze poczekać. Dla polskiej kadry taka wiadomość była wyraźną ulgą po kilku bardzo nerwowych minutach pod skocznią.
Kwalifikacje w Vikersund przerwano z powodu niebezpiecznych warunków
Po upadku Tomasiaka pogoda zaczęła się jeszcze bardziej pogarszać i to właśnie wiatr w praktyce zaczął dyktować dalszy przebieg wydarzeń. Sędziowie musieli zareagować, ponieważ przeprowadzenie kwalifikacji w stabilnych i bezpiecznych warunkach przestało być możliwe. Ostatecznie jury podjęło decyzję o przerwaniu rywalizacji.
W efekcie do pierwszej serii mają zostać dopuszczeni wszyscy zawodnicy z wyjątkiem samego Tomasiaka. Taka decyzja wydaje się naturalna w sytuacji, gdy nie udało się dokończyć kwalifikacyjnej rywalizacji w pełnym formacie. W takich warunkach rozmowa o wyniku sportowym bardzo szybko schodzi na dalszy plan, gdy pojawia się realne zagrożenie dla zdrowia zawodników.
Trener Polski jasno postawił sprawę
Maciej Maciusiak odniósł się także do samych warunków panujących wokół skoczni i nie pozostawił w tej sprawie żadnych wątpliwości. Wyraźnie dał do zrozumienia, że jest gotów podjąć bardzo zdecydowaną decyzję i nie dopuścić swoich zawodników do startu, jeśli sytuacja w Vikersund się nie poprawi. Pod koniec sezonu, gdy zmęczenie jest już ogromne, a ryzyko rośnie z każdą próbą, sztab nie zamierza narażać zdrowia reprezentantów.
Stanowisko trenera jest jednoznaczne: żaden wynik nie może być ważniejszy od bezpieczeństwa. W polskiej kadrze taki scenariusz był rozważany już w trakcie kwalifikacji, więc nie była to wyłącznie emocjonalna reakcja na jeden dramatyczny moment. Po upadku Kacpra Tomasiaka te słowa wybrzmiały jeszcze mocniej, bo sytuacja w Vikersund pokazała bardzo wyraźnie, jak cienka bywa granica między sportową rywalizacją a poważnym niebezpieczeństwem.
Więcej o tym, co po meczu z Unionem Berlin oznacza pogoń Bayernu Monachium za rekordem goli w Bundeslidze, przeczytasz w naszym osobnym materiale.