Bayern Monachium coraz bliżej rekordu goli w Bundeslidze. Co po meczu z Unionem Berlin?

Bayern Monachium pewnie pokonał Union Berlin, a Harry Kane zrobił kolejny ważny krok w stronę rekordu Roberta Lewandowskiego w Bundeslidze.

Bayern Monachium coraz bliżej rekordu goli w Bundeslidze. Co po meczu z Unionem Berlin?

FC Bayern jest coraz bliżej nie tylko kolejnego mistrzostwa Bundesligi, ale także historycznego osiągnięcia pod względem liczby goli zdobytych w jednym sezonie, informuje sport-tour.pl powołując się na zeit.de. Po pewnym zwycięstwie nad Unionem Berlin monachijczykom zostało już naprawdę niewiele, by pobić własny legendarny rekord, który utrzymywał się przez ponad pół wieku.

Bayern rozgromił Union i zbliżył się do historycznego rekordu

Monachijski klub bez większych problemów zmierza po swoje 35. mistrzostwo Niemiec w Bundeslidze. W domowym meczu z Unionem Berlin drużyna Vincenta Kompany’ego wygrała spokojnie i przekonująco 4:0, jeszcze raz pokazując, jak duża jest dziś różnica klas między Bayernem a większością ligowych rywali. Oprócz kolejnych trzech punktów to spotkanie jeszcze mocniej zwróciło uwagę na inną ważną historię tego sezonu — pogoń za rekordem bramkowym.

Po tym meczu lider tabeli potrzebuje już tylko pięciu goli w siedmiu pozostałych kolejkach, by pobić własny najlepszy wynik w historii ligi. Chodzi o 101 bramek zdobytych w sezonie 1971/72, kiedy główną siłą ofensywną zespołu był Gerd Müller, autor 40 trafień. Dziś rolę najważniejszego strzelca przejął Harry Kane i to właśnie wokół niego ponownie buduje się opowieść o wyjątkowo skutecznym Bayernie.

Olise i Gnabry rozstrzygnęli mecz jeszcze przed przerwą

Bayern Monachium coraz bliżej rekordu goli w Bundeslidze. Co po meczu z Unionem Berlin?
Bayern Monachium coraz bliżej rekordu goli w Bundeslidze. Co po meczu z Unionem Berlin?

Przez dłuższy czas pierwsza połowa nie miała jeszcze wielkiego tempa, choć Bayern tradycyjnie długo utrzymywał się przy piłce i kontrolował przebieg gry. W pierwszych trzydziestu minutach gospodarzom brakowało szybkości, nieszablonowych decyzji i tej swobody, z jaką zwykle rozrywają zwarte ustawienie defensywne przeciwników. Berlińczycy cofnęli się bardzo głęboko pod własne pole karne i niemal przez cały ten fragment myśleli głównie o tym, by nie pozwolić faworytowi się rozpędzić.

Z czasem presja gospodarzy w końcu przełożyła się na konkrety. W 43. minucie Michael Olise świetnie wykorzystał podanie Leona Goretzki, znakomicie przyjął piłkę, zgubił rywala i precyzyjnym, efektownym uderzeniem posłał ją do dalszego rogu bramki. Dla Francuza była to już 11. bramka w obecnym sezonie, a sama akcja po raz kolejny pokazała, jak groźny potrafi być nawet w sytuacjach wymagających wyjątkowej dokładności i spokoju.

Jeszcze w doliczonym czasie gry pierwszej połowy Bayern zadał drugi cios. Joshua Kimmich dośrodkował w pole karne, bramkarz Unionu Frederik Rönnow nie interweniował pewnie, a Serge Gnabry natychmiast wykorzystał ten błąd. Przy wyniku 2:0 już przed przerwą stało się jasne, że emocje związane z wynikiem praktycznie zniknęły, a jedynym pytaniem pozostało to, ile jeszcze bramek strzelą monachijczycy.

Gol Kane’a i kolejny krok w stronę rekordu Lewandowskiego

Na początku drugiej połowy Harry Kane dołożył do sukcesu drużyny także swój indywidualny akcent. W 49. minucie Anglik mocno przepchnął się w polu karnym i prawą nogą z 15 metrów trafił na 3:0, zapisując przy swoim nazwisku 31. gola w sezonie. Po zdobyciu bramki napastnik świętował bardzo emocjonalnie, siedząc na murawie i zaciskając pięści, co dobrze oddawało jego nastawienie oraz ambicję, by dalej śrubować swoje liczby.

Teraz Kane’owi brakuje dziesięciu trafień do rekordu Roberta Lewandowskiego w Bundeslidze. Dla Bayernu jest to kolejny mocny wątek końcówki sezonu, ponieważ zespół jednocześnie walczy o mistrzowski tytuł, klubowy rekord skuteczności oraz indywidualne osiągnięcie swojego najważniejszego strzelca. Takie sezony zapisują się w pamięci na długo, bo wszystko składa się w jedną wyraźną całość — wyniki, regularność i liczby, które mogą przejść do historii.

Dublet Gnabry’ego, a Union praktycznie bez odpowiedzi

Mecz definitywnie zamknął Serge Gnabry, który w 67. minucie skompletował dublet. Niemiec rozegrał bardzo dobre spotkanie i po raz kolejny pokazał, że znajduje się w formie, którą bez przesady można nazwać reprezentacyjną. Jego aktywność, ruch bez piłki i umiejętność znajdowania wolnych przestrzeni sprawiły, że obrona Unionu miała przez cały wieczór ogromne problemy.

Berliński klub praktycznie nie był w stanie odpowiedzieć niczym konkretnym. Przez niemal pełne 90 minut goście byli zmuszeni głównie do bronienia się, a ich próby ataku pojawiały się rzadko i nie niosły ze sobą większego zagrożenia. W zasadzie jedyny moment, w którym bramkarz Bayernu Jonas Urbig naprawdę musiał się wykazać, miał miejsce w 77. minucie, kiedy obronił strzał byłego piłkarza monachijczyków Woo-Yeonga Jeonga.

Nawet mimo osłabień kadra Bayernu wygląda bardzo mocno

Bayern Monachium coraz bliżej rekordu goli w Bundeslidze. Co po meczu z Unionem Berlin?
Bayern Monachium coraz bliżej rekordu goli w Bundeslidze. Co po meczu z Unionem Berlin?

To zwycięstwo robi jeszcze większe wrażenie, gdy spojrzeć na sytuację kadrową zespołu. Monachijczycy przystąpili do meczu z kilkoma osłabieniami spowodowanymi zawieszeniami i kontuzjami, ale mimo tego Vincent Kompany zdołał wystawić wystarczająco świeży i konkurencyjny skład. Widać to tym bardziej, gdy przypomnimy sobie, że zaledwie trzy dni wcześniej Bayern pokonał Atalantę 4:1 w Lidze Mistrzów.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem trener podkreślał, że ma w drużynie piłkarzy pełnych energii i odpowiednio nastawionych do tego spotkania. Te słowa szybko znalazły potwierdzenie na boisku, choć zespół nie wszedł od razu na najwyższe obroty. Początkowo był to dość oszczędny występ, ale gdy tylko Bayern wyczuł słabość przeciwnika, spokojny mecz błyskawicznie zamienił się w kolejny pokaz siły.

Karl nie wykorzystał swojej okazji, ale ofensywa i tak zrobiła swoje

Jeszcze przed pierwszym golem bardzo dobrą szansę miał 18-letni Lennart Karl. Po świetnej akcji z udziałem Joshuy Kimmicha i asystującego Josipa Stanisicia młody zawodnik znalazł się w idealnej pozycji, lecz w 29. minucie trafił jedynie w słupek. Dla niego mogła to być wyjątkowo cenna bramka, zwłaszcza po pierwszym powołaniu do reprezentacji przed zbliżającymi się meczami testowymi ze Szwajcarią i Ghaną.

Mimo tej niewykorzystanej sytuacji ofensywa gospodarzy nie zwalniała. Później Olise jeszcze raz obił słupek, a Kane pod koniec spotkania nie wykorzystał kolejnej świetnej okazji, gdy w 90. minucie, będąc sam na sam z Rönnowem, przerzucił piłkę obok bramki. To oznacza, że wynik 4:0 spokojnie mógł być jeszcze wyższy, a Bayern był naprawdę blisko, by skrócić swoją drogę do nowego rekordu bramkowego już tego wieczoru.

Więcej o tym, co czeka reprezentację Polski po ewentualnym awansie i jak wygląda plan przed finałem baraży, przeczytasz w naszym osobnym materiale.


Udostępnij