Zwycięstwo Jasmine Paolini nad Magdaleną Fręch w Melbourne wcale nie było „spacerkiem”, informuje sport-tour.pl powołując się na onet.pl. Dwie przerwy spowodowane deszczem i zmiana warunków zmusiły Włoszkę do wyrywania każdego fragmentu meczu, a jej reakcja po ostatniej piłce powiedziała więcej niż jakiekolwiek liczby.
Mecz, który dwa razy wybił z rytmu
Jasmine Paolini awansowała do trzeciej rundy Australian Open, pokonując Magdalenę Fręch 6:2, 6:3. Polska tenisistka miała swoje momenty i kilka razy pokazała, że potrafi „zaczepić się” o grę, ale brakowało jej skuteczności w serwisie, by realnie przycisnąć wyżej notowaną rywalkę. Paolini generalnie kontrolowała przebieg spotkania i nie pozwoliła, by mecz na dobre zamienił się w chaos.
To jednak okoliczności dołożyły najwięcej nerwów. Spotkanie przerywano dwukrotnie, a każda przerwa była testem chłodnej głowy i umiejętności szybkiego powrotu do rytmu. W takich meczach liczy się nie tylko uderzanie piłki, ale też wytrzymanie pauz, które potrafią wybić z równowagi.
Pierwsza ulewa: prawie godzinna przerwa i niespodziewany zwrot
𝐙𝐀
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) January 21, 2026
𝐖𝐘𝐒𝐎𝐊𝐈𝐄
𝐏𝐑𝐎𝐆𝐈
Magdalena Fręch imała się wielu rozwiązań w trakcie meczu z Jasmine Paolini, ale Włoszka to po prostu absotutna światowa czołówka.
Czyli dziś zawodniczka z trochę innego świata 🤷#AusOpen #AO26 pic.twitter.com/Pl3tnnZTY0
Gdy Paolini prowadziła 4:1 w pierwszym secie, grę wstrzymano na niemal godzinę z powodu silnej ulewy. Po powrocie na kort Włoszka na moment straciła precyzję i pozwoliła Fręch na przełamanie, co dodało dramaturgii tam, gdzie wcale nie musiało jej być. Paolini szybko jednak się pozbierała, ponownie przejęła inicjatywę w kluczowych wymianach i domknęła seta wynikiem 6:2.
Ten fragment sporo tłumaczy: Polka próbowała wykorzystać szansę, ale nie potrafiła stabilnie potwierdzić jej własnym serwisem i dokładnością w końcówkach akcji. A Paolini, nawet jeśli na chwilę się zachwiała, nie dała rywalce poczuć, że mecz można odwrócić.
Drugi set w hali: szansa dla Fręch, która nie stała się przełomem
Na początku drugiej partii deszcz wrócił i organizatorzy przenieśli mecz do hali. Wydawało się, że warunki pod dachem mogą pomóc polskiej stronie: w zamkniętej przestrzeni łatwiej o stabilność, a wymiany bywają bardziej przewidywalne. Fręch faktycznie zaczęła obiecująco, próbując dołożyć presji i walczyć o każdy gem.
Tyle że ten początek nie przełożył się na wynik. Paolini przetrwała najtrudniejsze minuty, utrzymywała przewagę w tempie gry i lepiej rozkładała akcenty w wymianach, gdy trzeba było „dociągnąć” seta do końca. Efekt to 6:3 w drugiej partii i awans do trzeciej rundy Australian Open bez nerwowej gonitwy w samym wyniku, ale z wyraźnym ładunkiem emocji.
Emocje po ostatniej piłce i kolejna rywalka

Zaraz po ostatniej wymianie Jasmine Paolini głośno krzyknęła — to była reakcja maksymalnie szczera i bardzo wymowna. Nie wyglądało to na lekką przeprawę, nawet jeśli tablica wyników sugeruje coś innego. Dwie przerwy w grze, prawie godzinne pauzy i konieczność przestawienia się na warunki halowe sprawiły, że to zwycięstwo było „ciężkie” przede wszystkim mentalnie.
W kolejnym rundzie rywalką Włoszki będzie zwyciężczyni meczu pomiędzy Ivą Jović a Priscillą Hon. Dla Paolini ważne jest to, że przeszła już próbę odporności i adaptacji — na Australian Open często bywa to równie decydujące jak sama technika.
Jeśli interesuje cię, jak swój pierwszy mecz na Australian Open rozegrała Iga Świątek, zobacz też nasz materiał o jej trudnym starcie z Yue Yuan.