Publiczność przez lata przynosi nie tylko sławę, ale też falę zmyśleń, które zaczynają żyć własnym życiem, informuje sport-tour.pl powołując się na fakt.pl. Właśnie o tym w najnowszym odcinku „Magda gotuje internet” rozmawiały Magda Gessler i Maryla Rodowicz — i była to rozmowa wyjątkowo szczera.
Gdy popularność zamienia się w plotki
Ci, którzy od dekad są na świeczniku, niemal nieuchronnie stają się celem plotek — od kompletnie niedorzecznych po naprawdę krzywdzące. W ostatnim epizodzie programu „Magda gotuje internet” temat wybrzmiał szczególnie mocno, bo Magda Gessler nie owijała w bawełnę: poprosiła Marylę Rodowicz, by przypomniała sobie najbardziej absurdalne historie, jakie przez lata jej przypisywano. Rozmowa od razu nabrała tempa — bez upiększeń i bez udawanego dystansu.
„Jaką najgłupszą plotkę usłyszałaś o sobie?”
Magda Gessler zadała pytanie, które trafia w samo sedno każdej medialnej biografii. Zwróciła uwagę, że obie od dawna funkcjonują w centrum uwagi, więc ciekawi ją, jakie bzdury słyszały na swój temat — i o sobie nawzajem. Rodowicz nie potrzebowała dłuższego zastanowienia, odpowiedź przyszła natychmiast i była bardzo konkretna.
„Na przykład, że tańczyłam nago na stole na festiwalu w Opolu” — powiedziała Maryla Rodowicz.
Brzmi jak klasyka show-biznesowych legend: barwnie, skandalicznie i jednocześnie tak nieprawdopodobnie, że trudno uwierzyć, iż ktoś mógł to brać na serio. A jednak na tym nie koniec — dalej rozmowa zeszła na plotki, które przestają być „niewinną sensacją”.
Najbardziej bolesna wymyślona historia: „pozamałżeńskie dziecko”
Po pierwszej riposcie Magda Gessler pociągnęła temat, przywołując jedną z najbardziej złośliwych plotek krążących wokół Rodowicz. Wtedy rozmowa weszła na poziom, w którym nie chodzi już o sceniczny wizerunek, tylko o prywatność i sprawy wyjątkowo wrażliwe. Gessler wspomniała, że w pewnym momencie pojawiały się pogłoski, jakoby piosenkarka miała „dzieci z niepełnosprawnością”.
Maryla Rodowicz potwierdziła, że zetknęła się z taką opowieścią, i opisała ją jako zlepek absurdalnych „szczegółów”, podawanych niemal jak dowody. W tej wersji pojawiał się rzekomy wątek dziecka z Danielem Olbrychskim, „jakaś pracownia”, do której artystka miała przyjeżdżać, a nawet motyw czerwonego Porsche. Całość brzmi jak scenariusz tabloidu, który zbiera głośne hasła w jedną historyjkę — byle tylko ktoś w to uwierzył i podał dalej.
„No tak, mam córkę z Danielem Olbrychskim, oddałam ją do jakiejś pracowni, a mnie widziano tam, jak przyjechałam czerwonym Porsche.”
Ten fragment pokazuje, jak łatwo plotki potrafią „dokleić” człowiekowi całe wymyślone życie — z rzekomymi faktami, miejscami i rekwizytami. Najgorsze nie jest jednak samo kłamstwo, tylko to, że taka narracja wciąga osoby trzecie i dotyka tematów, z których nie robi się rozrywki.
Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski: skąd w ogóle wzięło się paliwo dla sensacji
W rozmowie padł też ważny kontekst: Maryla Rodowicz rzeczywiście była związana z Danielem Olbrychskim. Było to w latach 70., kiedy oboje byli u szczytu popularności, a zainteresowanie mediów potrafiło zamienić każdy szczegół w „sensację”. Relacja trwała krótko, ale do dziś pozostaje jednym z najczęściej wspominanych epizodów w życiu uczuciowym piosenkarki — i właśnie dlatego przez lata obrastała w kolejne wersje i domysły.
Wywiad w „Magda gotuje internet” dobitnie przypomniał prostą rzecz: plotki o gwiazdach często nie znają granic, a część z nich jest tak absurdalna, że zaskakuje nie fantazja autorów, tylko gotowość odbiorców, by traktować to poważnie. W przypadku Rodowicz te historie są przykładem, że rozpoznawalność potrafi przynieść nie tylko uwagę, ale też długotrwały „szum”, z którym później trzeba żyć latami.
Jeśli śledzisz, co dzieje się w Polsce na bieżąco, sprawdź też nasz materiał o 34. Finale WOŚP i tym, na co trafią zebrane środki.