Krwawa tragedia w spokojnym warszawskim Zaciszu wstrząsnęła nie tylko Targówkiem, ale i całą Polską, informuje sport-tour.pl powołując się na onet.pl. Policja zatrzymała 49-letniego syna zamordowanego małżeństwa po siłowej akcji w domu przy ul. Pszczyńskiej.
Spokojna okolica, którą obudziły syreny
Osiedle Zacisze na Targówku zwykle żyje wolnym, niemal „podmiejskim” rytmem. Wąskie uliczki, gęsto zabudowane domami jednorodzinnymi, bardziej kojarzą się tu z przedmieściem niż ze stolicą. Dlatego policyjna taśma, radiowozy i niebieskie światła były dla mieszkańców szokiem — takich scen na co dzień się tu nie ogląda.
Ludzie mówią, że od rana wychodzili na zewnątrz głównie po to, by zobaczyć, co się stało, i fotografowali policyjne blokady. Atmosfera stała się napięta i pełna niedowierzania, bo nikt nie spodziewał się tragedii w miejscu, które przez lata uchodziło za spokojne i bezpieczne.
Co wiadomo o zdarzeniu przy ul. Pszczyńskiej
Między 9:00 a 10:00 warszawska policja dostała zgłoszenie o śmierci dwóch osób w wolnostojącym domu przy ul. Pszczyńskiej. Według nieoficjalnych informacji sygnał miał pochodzić od lokatora, który wynajmował pokój w budynku. Patrole przyjechały szybko i na miejscu potwierdziły najgorsze: na parterze znaleziono ciała starszej kobiety i mężczyzny.
Z relacji rozmówców Onetu wynika, że obrażenia wskazywały na zabójstwo, a sprawca miał użyć ostrego narzędzia — prawdopodobnie noża lub maczety. W domu przebywał wówczas 49-letni mężczyzna, którego funkcjonariusze zidentyfikowali jako syna ofiar. Podejrzenia wzmocnił fakt, że na widok policji zabarykadował się w części budynku z osobnym wejściem.
Negocjacje bez efektu, wkroczyli kontrterroryści

Na miejsce wezwano policyjnych negocjatorów, jednak mężczyzna nie otworzył drzwi. Kiedy rozmowy nie przyniosły rezultatu, do działań włączono kontrterrorystów. Weszli do domu siłą krótko przed godziną 12:00 i zatrzymali podejrzanego.
Sierżant Klaudia Dadasiewicz z komendy policji Warszawa VI w rozmowie z Onetem potwierdziła, że negocjacje nie powiodły się, dlatego funkcjonariusze musieli wejść do środka siłą. Podkreśliła też, że podczas akcji nikt z policjantów nie ucierpiał. Po zatrzymaniu do budynku weszli prokuratorzy i technicy kryminalistyki, którzy przez kilka godzin zabezpieczali ślady i dowody.
Sąsiedzi o rodzinie: szacunek do rodziców, złość na syna
Dla Zacisza ta historia brzmi jak coś niewyobrażalnego. Jeden z sąsiadów, pan Paweł, mówi, że mieszka tu od dziesięcioleci i nie pamięta żadnego zabójstwa w okolicy — a już na pewno nie podwójnego. Ofiary kojarzył jedynie z widzenia: uprzejme „dzień dobry” i tyle, a ich syna Radka (Radosława) widywał rzadko.
Inny mieszkaniec, który znał rodzinę od dawna, reaguje emocjonalnie i ostro. Nazywa małżeństwo „porządnymi ludźmi” i nie ukrywa oburzenia wobec ich syna, dodając, że jest przygnębiony tym, jak to wszystko się skończyło. To typowa reakcja dla miejsca, gdzie sąsiedzi przyzwyczaili się do spokoju i wzajemnego zaufania.
„To on powinien tu leżeć, a nie oni. Przepraszam, jestem naprawdę wstrząśnięty…” — mówi jeden z sąsiadów.
Kim byli Tadeusz i Wiesława i co wiadomo o ich synu
Według sąsiadów zamordowane małżeństwo — Tadeusz i Wiesława — kiedyś prowadziło sklep spożywczy, który zamknęli po przejściu na emeryturę. Oboje mieli około 80 lat. Tadeusz przez pewien czas pracował też jako taksówkarz, a ich córka od dawna mieszka poza domem.
Syn, Radosław, mieszkał z rodzicami, a mieszkańcy okolicy mówią, że miał problemy z prawem. Jeden z sąsiadów wspomina, że wcześniej prowadził różne interesy — między innymi zakład produkujący pellet i firmę transportową. Około 10 lat temu trafił do więzienia w sprawie związanej z narkotykami i, jak wynika z relacji, spędził tam około czterech i pół roku.
Po wyjściu wrócił do domu rodziców i urządził sobie mieszkanie na drugim piętrze. Pojawiły się też osobne schody i osobne wejście — tak, by jak najmniej stykać się z domownikami. Sąsiedzi mówią, że konflikt z rodzicami trwał długo i szczególnie mocno dotyczył relacji z ojcem.
Co mówi okolica: pieniądze, izolacja i stan mężczyzny

Rozmówcy dziennikarzy łączą rodzinne kłótnie przede wszystkim z pieniędzmi. Jeden z sąsiadów twierdzi, że Radosław był przekonany, iż ojciec oszukał go w sprawie firmy transportowej, gdy on przebywał w więzieniu, a to miało doprowadzić do bankructwa. Na tym tle, jak mówi, „zafiksował się” i coraz bardziej odcinał się od bliskich.
Ten sam sąsiad opisuje, że w ostatnim czasie mężczyzna prawie nie wychodził z domu, żył w izolacji i nawet jedzenie zamawiał z dostawą. Wspomina o depresyjnym nastroju, rozczarowaniu, a także o przyjmowaniu wielu leków psychotropowych oraz innych substancji. Ludzie w okolicy nie potrafią zrozumieć, jak osobiste problemy mogły doprowadzić do takiego finału, ale to właśnie te wątki najczęściej przewijają się w rozmowach.
Zakonnica spotkana przez dziennikarzy przyznała, że rodziny nie znała, ale jej zdaniem ktoś, kto dopuszcza się tak strasznego czynu, raczej nie działa w pełni racjonalnie. Zasugerowała, że czynnikiem mogła być choroba psychiczna, choć to wyłącznie ocena świadka i nie przesądza o ustaleniach śledczych.
„Jeśli ktoś robi coś tak strasznego, to trudno uwierzyć, że jest w pełni zdrowy na umyśle” — mówi zakonnica spotkana w okolicy.
Ślady przy bramie i pytania, na które wciąż brak odpowiedzi
Mieszkający w pobliżu Anna i Paweł opowiedzieli, że dwa dni przed zdarzeniem widzieli przed domem krew przy bramie. Wtedy wyglądało to jak kilka kropel, więc nie zgłosili tego policji i nie przywiązali do sprawy większej wagi. Po informacji o zabójstwie ta scena wróciła im w pamięci i dziś uważają, że może być istotna dla ustalenia przebiegu wydarzeń.
Służby oficjalnie nie podały, kiedy dokładnie mogło dojść do śmierci małżeństwa. Z tego powodu takie relacje mogą pomóc w odtworzeniu chronologii, o ile śledczy uznają je za wiarygodne i możliwe do zweryfikowania. W sprawach o zabójstwo w Warszawie często właśnie drobne, pozornie nieistotne obserwacje układają się w spójną całość.
Co mówi policja i co grozi podejrzanemu

Policja na razie ostrożnie podchodzi do szczegółów i nie potwierdza oficjalnie nieoficjalnych ustaleń. Pełniący obowiązki rzecznika stołecznej policji Jacek Wiśniewski powiedział w rozmowie z Onetem, że zatrzymany 49-latek przebywa w Komendzie Stołecznej Policji i trwają czynności procesowe. Dodał, że jeszcze tego samego dnia ma zostać przesłuchany.
Wiśniewski podkreślił też, że śledczy wraz z prokuratorem kontynuują działania w budynku: oględziny ciał i miejsca zbrodni, przesłuchania świadków oraz zabezpieczanie dowodów. Służby zapowiadają analizę różnych hipotez, aby ustalić pełny przebieg wydarzeń. Podejrzany prawdopodobnie trafi do prokuratury w czwartek, gdzie mogą zostać mu przedstawione zarzuty.
Prawo przewiduje, że za zabójstwo — jeśli taki zarzut zostanie postawiony — grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Oznacza to postępowanie o najwyższej wadze, w którym liczy się każdy dowód i każda zweryfikowana informacja. W centrum tej historii pozostaje nie tylko śledztwo, ale też pytanie, jak w spokojnych dzielnicach szybciej dostrzegać sygnały ostrzegawcze i nie zostawiać rodzinnych kryzysów bez pomocy.
„Takiej tragedii tutaj jeszcze nie było… To bardzo cicha okolica, ludzie żyją powoli i spokojnie, zgodnie z nazwą Zacisze” — mówi jeden z sąsiadów.
Jeśli ta historia Cię poruszyła, przeczytaj też o tragedii w Ustce oraz o sprawdzaniu badań psychologicznych i okresowych funkcjonariusza SOP.