Mrozy obnażyły słabe punkty systemu, a historia jednego schroniska przerodziła się w ogólnokrajową kontrolę, informuje sport-tour.pl powołując się na wydarzenia.interia.pl. W Polsce natychmiast zamykane jest schronisko w Sobolewie — po serii skarg, protestów i niezapowiedzianych inspekcji.
Schronisko w Sobolewie zamknięte natychmiast: decyzja inspekcji weterynaryjnej
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformowało, że powiatowy lekarz weterynarii w Garwolinie podjął decyzję o natychmiastowym zamknięciu schroniska dla zwierząt w Sobolewie. Osobno inspektor zakazał właścicielowi prowadzenia podobnych placówek, co w praktyce oznacza odsunięcie go od zarządzania schroniskami. Według resortu powód tej twardej decyzji jest prosty: właściciel nie wykonał wcześniejszych zaleceń, które nakazywały usunięcie uchybień w prowadzeniu schroniska.
W obiekcie, zgodnie z danymi oficjalnymi, przebywało około 180 psów oraz kilka kotów. Taka liczba zwierząt to nie tylko problem jednego podwórka — każde zarządcze zaniedbanie automatycznie przeradza się tu w cierpienie na dużą skalę. Dlatego zamknięcie przedstawiono jako działanie interwencyjne, a nie „kolejną kontrolę z planu”.
Wpis Tuska: „pobłażania nie będzie”
Schronisko w Sobolewie to kolejny dowód na to, że ludziom desperacko brakuje tego, czego możemy uczyć się od psów: miłości, wierności, charakteru.
— Donald Tusk (@donaldtusk) January 24, 2026
Powiatowy Lekarz Weterynarii zamknął dziś to schronisko. Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na…
Premier Polski Donald Tusk jako jeden z pierwszych publicznie ogłosił zamknięcie schroniska w mediach społecznościowych. Nazwał sytuację w Sobolewie dowodem na to, że ludziom czasem brakuje tego, czego mogą nauczyć psy — miłości, wierności i charakteru. Dodał też kluczową tezę polityczną: nie będzie żadnego pobłażania dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie.
Ten komentarz zabrzmiał jak sygnał, że władza nie traktuje sprawy jako lokalnego sporu aktywistów z urzędnikami. Chodzi o zasadnicze stanowisko państwa wobec znęcania się nad zwierzętami oraz o odpowiedzialność tych, którzy zarabiają na prowadzeniu schronisk.
Dlaczego w całej Polsce ruszyły masowe kontrole schronisk
MSWiA wyjaśniło, że z powodu długotrwałych mrozów poleciło wojewodom skontrolować schroniska dla zwierząt w całej Polsce. Inspektorzy weterynaryjni przeprowadzili ponad 200 niezapowiedzianych wizyt — przychodzili bez uprzedzenia, by zobaczyć realne warunki, a nie „przygotowany obrazek”. Nieprawidłowości wykryto w różnych miejscach, a wśród nich znalazło się właśnie schronisko w Sobolewie.
Taki tryb kontroli ma znaczenie, bo przy silnych mrozach problemy z ociepleniem, karmą, wodą czy opieką stają się krytyczne dosłownie w ciągu doby. Dlatego masowe inspekcje wyglądają jak próba szybkiego wyłapania ryzykownych placówek i zatrzymania systemowych nadużyć.
Protesty pod urzędem gminy i temat na Polsat News

Napięcie wokół schroniska w Sobolewie narastało od kilku dni. W sobotę miłośnicy zwierząt zebrali się przed budynkiem urzędu gminy Sobolewo, domagając się poprawy warunków utrzymania psów w schronisku, z którym gmina ma umowę. Później udali się pod bramę schroniska, podkreślając, że zależy im nie na obietnicach, lecz na realnych zmianach.
Temat mocno podchwyciły media: o sytuacji mówiono m.in. w Polsat News, a także w materiałach przygotowywanych przez dziennikarkę Agnieszkę Gozdyrę. W czwartkowym programie „Debata mieszkańców” w Polsat News wystąpiła aktywistka Edyta Gaduch, która wprost mówiła o trudności w dojściu do porozumienia z Maciejem Błachnio, wójtem gminy Sobolewo, w sprawie problemów schroniska. W studiu pokazano też zdjęcia porzuconych zwierząt — i to dodało sprawie społecznego ciężaru, bo jasno tłumaczy, dlaczego ludzie oczekują natychmiastowych decyzji, a nie kolejnych „rozmów”.
Kontrola z listopada 2025: wzmianka o psie, „którego zabrakło”
Edyta Gaduch odwoływała się również do wcześniejszych kontroli. Opowiadała o naruszeniach odnotowanych podczas inspekcji w listopadzie 2025 roku. Raport sporządzony po kontroli zawierał informację o psie, którego kojec zniknął — szczegół, który brzmi niepokojąco nawet dla osób dalekich od działalności prozwierzęcej.
Takie sygnały zwykle stają się kluczowe w ocenie odpowiedzialności: wskazują nie na przypadkowy „błąd personelu”, lecz na chaos w ewidencji zwierząt i kontroli warunków ich utrzymania. I właśnie na tle takich informacji społeczeństwo oczekuje od władz szybkich i stanowczych działań.
Stanowisko wójta: wątpliwości co do zdjęć i ostra odpowiedź aktywistów
Wójt gminy Sobolewo Maciej Błachnio komentował sprawę dla mediów ostrożnie. Mówił, że wielokrotnie widział zdjęcia ze schroniska, które pokazywali wolontariusze, ale ma wątpliwości, czy faktycznie pochodzą one z tego miejsca. Jego zdaniem powinien to ocenić ktoś, kto „na pewno wie”, skąd są fotografie.
Aktywistka odpowiedziała stanowczo. W „Debacie Gozdyry” podkreśliła, że wójt nie może zasłaniać się formułą „nie wiem”, skoro gmina ma umowę ze schroniskiem i w praktyce odpowiada za nadzór nad warunkami. W tym tkwi sedno historii: nie tylko właściciel placówki, ale też władze lokalne muszą wyjaśnić, jak w praktyce wyglądała kontrola, na co szły pieniądze i co robiono po pierwszych alarmujących sygnałach.
Od czego to się zaczęło: nagranie Doroty Rabczewskiej i „biznes na przetargach”
Masowe kontrole schronisk w Polsce — w tej opowieści — ruszyły na fali zainteresowania po działaniach piosenkarki Doroty Rabczewskiej. Opublikowała nagranie opisujące dramatyczne warunki w jednym z takich miejsc w Bytomiu, po czym temat szybko wyszedł poza lokalne skandale. Później artystka poruszała tę kwestię także na antenie Polsat News, podkreślając, że problem dotyczy nie tylko konkretnych osób, ale również samych reguł gry.
Rabczewska zwróciła uwagę na przepisy, które — według niej — chronią przedsiębiorców. W wywiadzie opisała typowy mechanizm: przedsiębiorca, któremu nie zależy na dobrostanie zwierząt, tylko na biznesie, składa ofertę w przetargu, wygrywa dzięki wójtowi i „biznes się zaczyna”. W tej frazie łatwo odczytać zarzut wobec systemu: gdy priorytetem staje się najniższa cena albo „swój wykonawca”, dobro zwierząt spada na dalszy plan i nikt nie pilnuje tego do momentu pierwszego głośnego skandalu.
A jeśli interesuje Cię, czy rozbłysk słoneczny X1.9 i burza radiacyjna S4 mogą być groźne dla ludzi, Karol Wójcicki tłumaczy to jasno w osobnym materiale.