W kosmosie nie wszystko da się zaplanować. Czasem trzeba po prostu czekać — nawet kilka lat. Taki właśnie scenariusz stoi przed misją Comet Interceptor, przygotowywaną przez Europejską Agencję Kosmiczną, informuje sport-tour.pl, powołując się na tech.wp.pl. Jej zadaniem będzie przechwycenie komety, która po raz pierwszy wejdzie do wewnętrznej części Układu Słonecznego.
Dlaczego ta misja jest wyjątkowa
Większość sond kosmicznych startuje do obiektów dobrze znanych: planet, asteroid czy komet o dokładnie wyliczonych orbitach. Z „dziewiczymi” kometami sytuacja wygląda inaczej. Zwykle dostrzeżenie ich następuje zbyt późno, by przygotować pełnoprawną misję badawczą.
Comet Interceptor ma odmienić ten schemat. Zamiast gonić kometę, sonda:
- poleci do punktu libracyjnego L2,
- pozostanie tam w trybie gotowości,
- wystartuje do celu dopiero wtedy, gdy astronomowie wykryją obiekt przelatujący przez Układ Słoneczny po raz pierwszy.
To pierwszy w historii „kosmiczny dyżurny”, który cierpliwie czeka na idealną okazję.
Techniczne ograniczenia, które nie pozwalają na wszystko

Wyzwanie tej misji polega na tym, że przestrzeń narzuca własne zasady. Comet Interceptor ma ograniczoną możliwość manewrowania — około 1,5 km/s. To oznacza, że przechwycenie może się udać tylko wtedy, gdy kometa przejdzie w pobliżu orbity Ziemi, w zakresie 0,9–1,2 j.a.
Kolejne warunki są równie wymagające:
- trajektoria obiektu musi przecinać płaszczyznę ekliptyki w pobliżu Ziemi,
- panele słoneczne muszą utrzymywać kąt 45–135° względem Słońca,
- prędkość przelotu nie może przekroczyć około 70 km/s, by niewielkie sondy badające komę nie zostały uszkodzone.
Dodatkowo kometa powinna być aktywna — ale nie na tyle, by stanowić zagrożenie dla instrumentów.
Czy istnieje realna szansa na znalezienie odpowiedniego obiektu?
W archiwum astronomicznym można znaleźć 132 komety pierwszego przejścia, odkryte w latach 1898–2023. To niewiele, a większość z nich obserwowano dopiero w późnym etapie, tuż przed zbliżeniem do Słońca.
Pewną nadzieję daje Obserwatorium Very Rubin, które w najbliższych latach ma znacząco zwiększyć liczbę wczesnych odkryć. Dzięki temu wybór potencjalnej komety dla Comet Interceptor stanie się bardziej realistyczny.
Ryzyk jednak nie brakuje:
- kometa może okazać się zbyt słaba,
- może się rozpaść zanim sonda ją osiągnie,
- jej aktywność może gwałtownie spaść.
To typowe wyzwania dla obiektów, które po raz pierwszy zbliżają się do Słońca.
Kto mógłby być idealnym celem

Naukowcy analizowali dwie strategie:
- Wybrano dziewięć jasnych obiektów o korzystnych orbitach.
Wynik? Żaden nie spełnił wymogów technicznych misji. - Ten sposób okazał się skuteczniejszy — trzy obiekty odkryte w ciągu ostatnich 25 lat pasowałyby do możliwości sondy.
Najciekawszy przykład to C/2001 Q4 (NEAT), kometa:
- zauważona 2,5 roku przed peryhelium,
- wystarczająco aktywna,
- osiągalna przy ograniczonej delta-v.
Jej jedynym poważnym minusem była wysoka prędkość przelotu — około 57 km/s, co ograniczałoby czas zbierania danych i podnosiło ryzyko dla mniejszych sond.
Co czeka misję w najbliższych latach
Comet Interceptor spędzi 2–3 lata w punkcie L2, czekając na kometę, która spełni surowe kryteria. Jeśli taka się pojawi — naukowcy otrzymają jedyną w swoim rodzaju okazję zajrzeć w najstarsze warstwy historii Układu Słonecznego. Jeśli nie — misja i tak będzie przełomem, bo po raz pierwszy ludzkość przetestuje strategię „czekaj na cel, zamiast go gonić”.
Start zaplanowano na 2029 rok. Reszta zależy już od kosmicznego przypadku — ale w astronomii to często właśnie przypadek prowadzi do największych odkryć.
W kontekście rosnącego znaczenia badań kosmicznych warto też zwrócić uwagę na najnowsze analizy dotyczące tematu Polacy a dezinformacja 2025 i związanych z nim wyzwań bezpieczeństwa.