W Częstochowie długo zanosiło się na bezbramkowy remis, ale końcówka meczu Rakowa z Widzewem zamieniła się w prawdziwy rollercoaster, informuje sport-tour.pl, powołując się na wp.pl. Gospodarze przez niemal całą drugą połowę grali w osłabieniu, stracili gola w 90+4. minucie, a mimo to zdołali wyrwać remis 1:1.
Raków walczy o czołówkę, Widzew o spokojniejszą przyszłość
Dla Rakowa Częstochowa ten mecz miał ogromne znaczenie w kontekście walki nie tylko o europejskie puchary, ale nawet o mistrzostwo Polski. Widzew Łódź znajduje się w znacznie trudniejszym położeniu, bo wciąż nie może być spokojny o swoją sytuację w PKO Ekstraklasie. Po objęciu zespołu przez Aleksandara Vukovicia łodzianie przestali przegrywać, jednak nadal potrzebują punktów, by oddalić się od niebezpiecznych rejonów tabeli.
Już przed pierwszym gwizdkiem było jasne, że stawką tego spotkania jest znacznie więcej niż tylko kolejne ligowe oczka. Raków chciał potwierdzić swoje aspiracje, a Widzew liczył, że podtrzyma serię bez porażki. Ostatecznie obie drużyny dostały po punkcie, ale po takim scenariuszu każda z nich mogła odczuwać ten wynik zupełnie inaczej.
Pierwsza połowa długo nie rozpieszczała kibiców
Początek spotkania nie porwał tempem ani liczbą sytuacji bramkowych. Raków częściej utrzymywał się przy piłce, ale nie potrafił przekuć tej przewagi na konkrety. Widzew ustawił się ostrożnie, oddał inicjatywę gospodarzom i przez długi czas przede wszystkim pilnował własnej defensywy.
Dopiero po około dwudziestu minutach goście zaczęli wyglądać odważniej. W 24. minucie po dośrodkowaniu Mariusza Fornalczyka piłka niebezpiecznie zmierzała w światło bramki, lecz Kacper Trelowski zachował czujność i sparował ją na rzut rożny. Raków odpowiedział cztery minuty później, ale próba Jonatana Brauta Brunesa nie sprawiła większych problemów defensywie Widzewa.
Czerwona kartka zmieniła obraz meczu
Choć pierwsza część spotkania długo była zamknięta i ostrożna, napięcie zaczęło rosnąć jeszcze przed przerwą. W 36. minucie Raków znalazł się w ogromnych tarapatach, bo z boiska wyleciał Zoran Arsenić. Obrońca miał już na koncie żółtą kartkę, a sędzia przy kolejnym przewinieniu nie miał już pola do pobłażliwości.
To był moment, który całkowicie zmienił układ sił na murawie. Gospodarze musieli szybko przeorganizować grę i nastawić się na znacznie bardziej zachowawczy futbol. Dla Widzewa była to z kolei szansa, by przejąć pełną kontrolę nad przebiegiem rywalizacji i jeszcze przed przerwą spróbować zadać decydujący cios.
Przed przerwą nie brakowało emocji i kontrowersji
Po uzyskaniu przewagi liczebnej łodzianie wyraźnie ruszyli do przodu. W 39. minucie Ricardo Visus oddał efektowny strzał „skorpionem”, ale piłka minęła słupek. Była to jedna z najbardziej widowiskowych akcji w pierwszej połowie i niewiele zabrakło, by zakończyła się golem.
Chwilę później doszło również do kontrowersyjnej sytuacji. Przemysław Wiśniewski starł się z Jonatanem Brautem Brunesem, kiedy napastnik Rakowa wychodził na dogodną pozycję, lecz arbiter nie dopatrzył się przewinienia. Powtórki pokazały jednak, że obrońca gości wyraźnie popychał rywala, więc gospodarze mogli czuć duży niedosyt po tej decyzji.
Widzew naciskał, ale długo nie potrafił znaleźć rozwiązania
Po przerwie mecz przebiegał zgodnie z przewidywaniami. Widzew częściej atakował i starał się wykorzystać przewagę jednego zawodnika, natomiast Raków skupił się na organizacji gry w obronie oraz szukaniu okazji po kontratakach. Sama przewaga liczebna nie przełożyła się jednak od razu na lawinę dogodnych sytuacji.
W 51. minucie Samuel Kozlovsky uderzył z woleja z około 19 metrów, ale piłka minęła słupek. Trzy minuty później Przemysław Wiśniewski próbował zaskoczyć bramkarza strzałem głową, jednak futbolówka przeleciała nad poprzeczką. Widzew miał inicjatywę, lecz wciąż brakowało mu precyzji i spokoju w kluczowych momentach.
VAR odebrał gościom nadzieję na rzut karny
Z każdą minutą napięcie rosło, a gra robiła się coraz bardziej nerwowa. Widzew coraz częściej posyłał piłki w pole karne Rakowa, ale gospodarze bronili się zaskakująco pewnie jak na zespół grający w osłabieniu. Mimo wyraźnej przewagi w posiadaniu piłki goście nadal nie potrafili zadać tego jednego, przesądzającego ciosu.
Bardzo ważny moment miał miejsce w 80. minucie, kiedy Angel Baena upadł w polu karnym po kontakcie z Jeanem Carlosem. Sędzia wstrzymał grę i czekał na sygnał z wozu VAR, a po analizie sytuacji okazało się, że choć sam kontakt mógł sugerować faul, wcześniej Sebastian Bergier zagrał ręką. W efekcie o rzucie karnym nie mogło być mowy, a wynik nadal pozostawał bez zmian.
Prawdziwa eksplozja emocji przyszła po 90. minucie
W końcówce Widzew wreszcie zaczął stwarzać realne zagrożenie. W 87. minucie Fran Alvarez huknął z około 19 metrów i piłka przeleciała tuż obok słupka. Był to wyraźny sygnał, że Raków może nie wytrzymać naporu do samego końca.
Arbiter doliczył aż osiem minut, a najważniejsze wydarzenia rozegrały się właśnie wtedy. W 90+4. minucie Sebastian Bergier dograł z prawej strony od linii końcowej, a Fran Alvarez kapitalnym strzałem pod poprzeczkę dał Widzewowi prowadzenie. W tamtym momencie wydawało się, że goście wreszcie dopięli swego i sięgną po niezwykle cenne trzy punkty.
Raków odpowiedział błyskawicznie
Gospodarze nie zamierzali jednak pogodzić się z porażką. Mimo gry w osłabieniu ruszyli do ataku i już trzy minuty później doprowadzili do wyrównania. Po dośrodkowaniu Oskara Repki piłka trafiła przed bramkę, Lamine Diaby-Fadiga zgrał ją w niebezpieczną strefę, a Stratos Svarnas z bliska doprowadził do remisu 1:1.
Dla Widzewa był to bardzo bolesny moment, bo zwycięstwo było już naprawdę blisko. Raków z kolei pokazał charakter, którego często potrzebują drużyny walczące o najwyższe cele. Remis w takich okolicznościach może dać zespołowi z Częstochowy więcej niż tylko jeden punkt, bo buduje także mentalność przed decydującą częścią sezonu.
Raków Częstochowa – Widzew Łódź 1:1 (0:0)
Bramki:
- 0:1 – Fran Alvarez (90+4)
- 1:1 – Stratos Svarnas (90+7)
Najważniejsze momenty meczu
- minuta – czerwona kartka dla Zorana Arsenicia, Raków został w dziesiątkę
- minuta – po analizie VAR nie podyktowano rzutu karnego dla Widzewa
- 90+4. minuta – Fran Alvarez otworzył wynik meczu
- 90+7. minuta – Stratos Svarnas uratował Raków przed porażką
Składy drużyn
Raków Częstochowa:
Kacper Trelowski (67′ Oliwier Zych) – Zoran Arsenić, Bogdan Racovitan, Paweł Dawidowicz – Michael Ameyaw, Karol Struski (67′ Marko Bulat), Oskar Repka, Jean Carlos Silva – Patryk Makuch (84′ Lamine Diaby-Fadiga), Isak Brusberg (37′ Stratos Svarnas) – Jonatan Braut Brunes (84′ Leonardo Rocha).
Widzew Łódź:
Bartłomiej Drągowski – Mateusz Żyro (46′ Marcel Krajewski), Przemysław Wiśniewski, Ricardo Visus – Emil Kornvig, Lindon Selahi, Juljan Shehu (77′ Angel Baena), Samuel Kozlovsky – Fran Alvarez, Mariusz Fornalczyk (90′ Bartłomiej Pawłowski) – Andi Zeqiri (65′ Sebastian Bergier).
A skoro emocji w polskim sporcie nie brakuje, spore zainteresowanie budzi też to, że Iga Świątek ma nowego trenera i wiele może się zmienić przed sezonem na mączce.