Piotr Rusiecki po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o tym, jak widzi swoją dalszą rolę w życiu Fogo Unii Leszno, informuje sport-tour.pl powołując się na wp.pl. Były prezes klubu dał do zrozumienia, że nie zamierza rozpoczynać walki o wpływy, ale jest gotów wrócić do działania, jeśli w Lesznie naprawdę uznają, że może się przydać.
Co Rusiecki powiedział o możliwym powrocie do Unii Leszno
W rozmowie z „Tygodnikiem Żużlowym” Piotr Rusiecki wprost odniósł się do pytania, które od dłuższego czasu pojawia się wśród kibiców Unii Leszno. Biznesmen i były szef klubu podkreślił, że obecnie utrzymuje poprawne relacje z organizacją i nie ma zamiaru walczyć o władzę. Jak zaznaczył, posiada 25 procent udziałów w spółce akcyjnej klubu, ale nie zależy mu ani na rozgłosie, ani na stanowiskach.
Rusiecki spokojnie wyjaśnił swoje podejście i nie próbował budować wokół tego wielkich deklaracji. Podkreślił, że może pomóc tylko wtedy, gdy klub sam uzna, że widzi dla niego konkretną rolę. Jeśli takiej potrzeby nie będzie, nie zamierza narzucać swojej obecności ani ingerować w bieżące funkcjonowanie Unii.
Trudny czas i wsparcie, które szczególnie zapamiętał
Ostatnie miesiące, jak przyznał sam Rusiecki, były dla niego wyjątkowo ciężkie. Wokół jego sytuacji pojawiało się wiele komentarzy i emocji, ale w tym czasie odczuwał wsparcie nie tylko ze strony rodziny i najbliższych, lecz także kibiców Byków. Właśnie te gesty, płynące od ludzi związanych z klubem, najwyraźniej najmocniej zapadły mu w pamięć.
Szczególnie wspomniał historię, która dobrze pokazuje stosunek części fanów do byłego prezesa. Jeden z kibiców Unii wysłał mu do aresztu ceramiczną choinkę w klubowych barwach. W takich okolicznościach trudno traktować to jako drobny epizod, bo podobny gest staje się wyraźnym sygnałem, że więź między Rusieckim a klubową społecznością wciąż istnieje.
Jak przyjęto go w klubie po powrocie na stadion
Rusiecki opowiedział także o swoim pojawieniu się na pierwszym treningu drużyny na stadionie im. Alfreda Smoczyka. Jak relacjonował, dla wielu osób w zespole jego obecność była zaskoczeniem, ale przyjęto go bardzo ciepło. To pokazuje, że nawet po trudnym okresie jego kontakt z otoczeniem klubu nie został zerwany.
Obecnie mieszka w Warszawie, jednak nie wyklucza powrotu, jeśli miałoby to realny sens dla Unii Leszno. Podkreślił, że jest gotowy pomóc, gdy klub uzna to za potrzebne. Dodał też emocjonalnie, że w jego żyłach płynie biało-niebieska krew, oczywiście z domieszką żużlowego metanolu, a to zdanie dobrze oddaje jego osobisty stosunek do zespołu.
Jak widzi sezon Unii Leszno w PGE Ekstralidze
W rozmowie Rusiecki odniósł się nie tylko do swojej przyszłości, ale również do sportowych perspektyw drużyny. Jego zdaniem Unia Leszno jest w stanie zakończyć sezon PGE Ekstraligi na piątym miejscu. Jednocześnie lokaty od szóstej do ósmej uznałby za rozczarowanie, co jasno pokazuje poziom oczekiwań wobec beniaminka.
Taka ocena sugeruje, że były prezes nie patrzy na sytuację ulgowo ani z przesadną ostrożnością. Po powrocie do elity od zespołu oczekuje się najwyraźniej czegoś więcej niż tylko walki o utrzymanie. Dlatego słowa Rusieckiego można odbierać zarówno jako ocenę potencjału kadry, jak i wyraźny sygnał dotyczący ambicji Unii Leszno na nowy sezon.
Co powiedział o Nazarze Parnickim
Osobne miejsce w tej rozmowie zajęła także kwestia Nazara Parnickiego, który wcześniej publicznie wypowiadał się o sytuacji Rusieckiego. Były szef klubu przedstawił swoją ocenę szans ukraińskiego zawodnika w cyklach SGP i SGP2. W juniorskich mistrzostwach świata widzi Parnickiego w gronie głównych kandydatów do obrony tytułu.
Jeśli chodzi o rywalizację seniorską, Rusiecki wypowiadał się już ostrożniej, ale nadal z wyraźnym optymizmem. Jego zdaniem bardzo dobrym wynikiem dla Ukraińca byłoby kręcenie się w okolicach ósmego miejsca. To nie brzmi jak przesadzone oczekiwanie, ale pokazuje, że w Parnickim dostrzegany jest realny potencjał także na wyższym poziomie światowego żużla.
Sprawa sądowa, biznes i jego obecna rola w sporcie
Choć w rozmowie nie zabrakło wątków klubowych i sportowych, Rusieckiego wciąż czeka trudny proces sądowy. Sam zapewnił, że nadal zamierza rozwijać biznes, a w sporcie pozostaje jako wierny kibic, przyjaciel, współudziałowiec Unii Leszno i jeden z jej sponsorów. To oznacza, że nie zamierza całkowicie odcinać się od klubu, nawet jeśli dziś nie pełni formalnej funkcji kierowniczej.
Komentując sprawę, Rusiecki był bardzo bezpośredni. Zasugerował, by o szczegóły prawne pytać jego adwokatkę Annę Trocką, ale jednocześnie jasno podkreślił, że czuje się niewinny wobec stawianych mu zarzutów. Właśnie ta część jego wypowiedzi może jeszcze długo pozostawać w centrum uwagi, bo od przebiegu procesu zależy nie tylko jego osobista przyszłość, ale także to, czy aktywniejszy powrót do Fogo Unii Leszno rzeczywiście stanie się możliwy.
Na piłkarskim horyzoncie też robi się coraz ciekawiej, bo Polska zagra ze Szwecją o mundial 2026, a wokół Gyokeresa i nowej drużyny Pottera rośnie coraz więcej znaków zapytania.