Finał w Dubaju miał dać kibicom nerwy i trzy sety, ale na korcie wszystko ułożyło się pod jedną dyktandę, informuje sport-tour.pl powołując się na onet.pl. Jessica Pegula bezwzględnie wykorzystała zmęczenie Eliny Switoliny i sięgnęła po tytuł w dwóch partiach.
Przed meczem zapowiadała się wojna, wyszła demonstracja siły
Obie tenisistki wchodziły do finału z historią, która aż prosiła się o dramat: osiem bezpośrednich spotkań, pięć wygranych Peguli i trzy zwycięstwa Switoliny. Dodatkowego smaku dodawał fakt, że aż pięć ich wcześniejszych starć kończyło się w trzech setach, więc w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oczekiwano kolejnego maratonu. Tym razem jednak o wyniku przesądziła fizyczność, a Amerykanka w idealnym momencie wyczuła słabszy dzień rywalki i nie odpuściła ani na chwilę.
Półfinały dały inny ładunek i inną cenę
Droga do finału w ich wykonaniu wyglądała zupełnie inaczej pod względem obciążenia. Pegula awansowała po trudnym, ale opanowanym półfinale z Amandą Anisimovą, wygrywając 1:6, 6:4, 6:3, gdzie zdążyła zaliczyć dołek, a potem szybko wrócić do gry. Switolina z kolei rozegrała jeden z najbardziej widowiskowych meczów sezonu z Coco Gauff i spędziła na korcie ponad trzy godziny, zwyciężając 6:4, 6:7(13), 6:4. Przed finałem kluczowe pytanie brzmiało więc prosto i brutalnie: czy Elina wytrzyma kolejne takie obciążenie po zaledwie dobie regeneracji, skoro w Dubaju spędziła łącznie o dwie godziny więcej na korcie niż jej rywalka.
Pierwszy set: serwis Peguli i problemy Switoliny z rytmem
One set away from glory 🙌@JPegula makes a lightning quick start to take the first set against Svitolina 6-2.#DDFTennis pic.twitter.com/pBwizLQMyh
— wta (@WTA) February 21, 2026
Odpowiedź przyszła niemal od razu, bo początek finału był całkowicie pod kontrolą Peguli. Amerykanka dobrze serwowała, a w wymianach rozprowadzała piłki po narożnikach tak skutecznie, że Ukrainka wciąż musiała „gasić pożary” w biegu. Switolina wyraźnie męczyła się przy własnym podaniu i często nie była w stanie wejść w dłuższy rytm, przez co błędy szybko zaczęły się mnożyć.
Jedyny wyraźniejszy zryw w pierwszej partii pojawił się, gdy Elina przegrywała 0:3 z podwójnym przełamaniem i zdołała częściowo odrobić straty. Pegula nie pozwoliła jej jednak rozwinąć skrzydeł, bo w kolejnym gemie dołożyła trzecie przełamanie. Potem spokojnie dowiozła przewagę do końca, wygrywając seta 6:2, a plan „przetrwać i doczekać swojej szansy” nie miał w tych warunkach żadnej przestrzeni.
Drugi set i tytuł: kluczowy gem przy stanie 2:2
Giving it everything 👏@ElinaSvitolina | #DDFTennis pic.twitter.com/alSiDfwJ96
— wta (@WTA) February 21, 2026
Na starcie drugiej odsłony mogło się wydawać, że walka się wyrównuje, ale trwało to tylko chwilę. Decydujący moment nadszedł w piątym gemie: przy wyniku 2:2 Switolina zaliczyła słabszy fragment przy własnym serwisie, a maksymalnie skoncentrowana Pegula natychmiast to wykorzystała, oddając Ukraince zaledwie jeden punkt. Było widać, że Elina tego dnia nie miała świeżości na poziomie, którego wymaga finał, a maraton z Gauff najbardziej odbił się właśnie w najważniejszych minutach.
Dalszy przebieg seta już nie zaskoczył, bo Amerykanka utrzymała przewagę i zamknęła spotkanie wynikiem 6:4 w drugiej partii. Pegula sięgnęła po tytuł w Dubaju w sposób maksymalnie pragmatyczny: bez zbędnego ryzyka, ale z nieustanną presją i świetnym zarządzaniem tempem meczu.
Co to zmienia w rankingu WTA i dlaczego wrócił wątek Bad Homburg
Dla Jessiki Peguli to pierwszy triumf od czasu głośnego zwycięstwa w Bad Homburg, gdzie w finale pokonała Igę Świątek. Symbolicznie właśnie po tamtym turnieju Polka sięgnęła po wygraną w Wimbledonie, a Pegula teraz znów pokazała, że potrafi domykać wielkie imprezy i podnosić trofea. Wygrana w Dubaju ma też konkretne przełożenie na ranking, bo Amerykanka powiększyła dorobek do 6768 punktów. Do czwartej w zestawieniu WTA Coco Gauff (6803 pkt) traci już tylko 35 punktów, a w czołówce zaczyna robić się naprawdę ciasno.
Jeśli interesują Cię kulisy wyborów trenerów przed meczami, sprawdź też tekst o tym, dlaczego Rosenior stawia na mocną jedenastkę w spotkaniu Chelsea z Burnley.