Kacper Tomasiak jeszcze przed startem olimpijskich zawodów nie był dla wszystkich oczywistym kandydatem do podium, informuje sport-tour.pl powołując się na onet.pl. Jednak już podczas pierwszych treningów we Włoszech dało się wyczuć, że wokół niego zmienia się klimat i rośnie wiara w naprawdę duży wynik.
Wątpliwości przed igrzyskami i to, co odwróciło sytuację we Włoszech
Łukasz Kadziewicz zapytał Natalię Żaczek, czy była gotowa na taki medal, bo dziennikarka „Przeglądu Sportowego Onet” z bliska śledziła występy Polaków na igrzyskach olimpijskich. Sama przyznaje, że jeszcze przed „imprezą czterolecia” miała sporo znaków zapytania przy nazwisku Kacpra Tomasiaka. W jego sportowym CV brakowało najważniejszego potwierdzenia regularności — podium w Pucharze Świata.
Równocześnie Tomasiak już wcześniej dawał argumenty, że jest w stanie realnie powalczyć o krążek, zwłaszcza na skoczni normalnej. Problem polegał na tym, że brakowało jednego, bardzo konkretnego elementu: dowodu na najwyższym poziomie, który ucina dyskusje. We Włoszech te wątpliwości zaczęły znikać szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.
Treningi dodały pewności, ale faworytów było zaskakująco wielu
"𝐍𝐈𝐄𝐏𝐑𝐀𝐖𝐃𝐎𝐏𝐎𝐃𝐎𝐁𝐍𝐄" 🥹❤️
— TVP SPORT (@sport_tvppl) February 10, 2026
Tak Marek Rudziński i @LelenMat przeżywali srebrny medal Kacpra Tomasiaka w Predazzo!
Ale umówmy się, kto był w tym momencie spokojny… 😅🇵🇱 pic.twitter.com/aeoypq7qf4
Kiedy ekipa dotarła na miejsce i rozpoczęły się serie treningowe, optymizmu przybywało z każdym kolejnym dniem. Żaczek podkreśla, że właśnie te skoki „w rozbieganiu” pokazały, iż Kacper naprawdę może doskoczyć do wielkiego rezultatu. Drugi dzień treningowy przyniósł już bardzo konkretne odpowiedzi i wyraźny sygnał, że to nie jest chwilowy błysk.
Jednocześnie wszyscy widzieli, jak mocno obsadzona jest walka o medal. Konkurencja była ogromna i nie chodzi tu o efektowne słowa: trener Maciej Maciusiak mówił nawet o 15–20 zawodnikach, którzy mogą być realnymi kandydatami do podium. W tamtych warunkach brzmiało to wyjątkowo wiarygodnie.
„Stalowe nerwy” Tomasiaka i reakcja Małysza po konkursie
Według Natalii Żaczek z każdym treningiem rosło przekonanie, że Kacper Tomasiak wytrzyma presję, a jego „stalowe nerwy” mogą przesądzić o wyniku w decydującym momencie. Dziennikarka dodaje, że w skali „makro” można mówić o sensacji. Jeśli jednak spojrzeć z bliska, przesłanki były czytelne, a skokowy świat coraz uważniej spoglądał właśnie w stronę Tomasiaka.
Kiedy medal Kacpra Tomasiaka stał się faktem, emocje puściły niemal wszystkim. W takich chwilach widać, że sukces nie rodzi się tylko na tрампліні, ale też w głowie — w odporności na stres i umiejętności dowiezienia formy w najważniejszym momencie. Symboliczne jest to, że jedną z pierwszych reakcji był odruch Aдама Małysza.
Telefon zaraz po zawodach: „Maciek, co ty, płaczesz?”
Żaczek opowiada, że Adam Małysz tuż po konkursie od razu sięgnął po telefon i zadzwonił do Macieja Maciusiaka. Pierwsze słowa były proste i bardzo ludzkie: „Maciek, co ty, płaczesz?”. Trener nie chciał długo rozwijać tematu łez, ale przyznał, że emocje po prostu wzięły górę.
Takie medale w skokach narciarskich wygrywa się nie tylko dzięki technice i odległości. Ogromną rolę gra też spokój, koncentracja i odporność psychiczna, kiedy presja rośnie z każdą minutą. Właśnie dlatego ta historia tak mocno wybrzmiała — bo pokazuje, jak cienka bywa granica między wątpliwościami a wielkim sukcesem.
Jeśli interesują cię kulisy wielkich emocji w sporcie, sprawdź też nasz materiał: Kontuzja Lindsey Vonn po groźnym upadku Jaki jest stan zdrowia i do jakiego szpitala trafiła?