Olimpijski debiut Anny Twardosz podczas igrzysk Mediolan/Cortina 2026 wyglądał jak spełnienie marzeń: Polka nie tylko awansowała do drugiej serii, ale naprawdę walczyła z najlepszymi i skończyła konkurs w top 10.
Dziesiąte miejsce, które waży więcej, niż wygląda na papierze
W konkursie na skoczni normalnej w Predazzo Twardosz od początku budowała atmosferę sensacji, informuje sport-tour.pl powołując się na sport.pl. Na tle 50 zawodniczek trafiła na najgorsze warunki wietrzne w swojej grupie, a mimo to trzymała się w ścisłej czołówce i na półmetku zawodów była ósma. Finisz — 10. miejsce — to jeden z najmocniejszych występów Polski w kobiecych skokach narciarskich na olimpijskiej scenie.
4379 dni czekania: Polska wreszcie „weszła” do olimpijskich skoków

Kobiece skoki narciarskie po raz pierwszy rozdawały olimpijskie medale niemal 12 lat temu. Od zwycięstwa Niemki Cariny Vogt w Soczi minęło dokładnie 11 lat, 11 miesięcy i 27 dni, czyli 4379 dni. W tamtym historycznym konkursie Polska nie miała żadnej reprezentantki — przez długi czas w krajowym środowisku narciarskim dominowało przekonanie, że to dyscyplina „dla mężczyzn”, a szkolenie dziewcząt ruszyło zbyt późno. Efekt był taki, że Polek zabrakło także na igrzyskach w Pjongczangu 2018, a olimpijski debiut w kobiecych skokach nastąpił dopiero w Pekinie 2022.
Poprzeczka wyżej niż „po prostu wejść do drugiej serii”
Cztery lata temu na skoczni normalnej w Zhangjiakou Kinga Rajda zajęła 35. miejsce, a Nicole Konderla była 36., więc poprawienie tych wyników dla Twardosz wyglądało na realny cel. Polka regularnie punktuje w Pucharze Świata, dlatego awans do drugiej serii (top 30) to dla niej nie egzotyka, tylko sportowa codzienność. Sama 24-letnia debiutantka celowała jednak wyżej — przed sezonem mówiła, że top 15 jest w jej zasięgu i jak na pierwszy start na igrzyskach byłby to bardzo solidny rezultat.
Jak to zrobiła: wiatr przeciwko niej, wynik mówi sam za siebie
W pierwszej serii Twardosz skoczyła 96 m, pewnie wylądowała i została liderką — i to na długo. Nie wyprzedziła jej nawet Norweżka Silje Opseth, która poleciała na 101 m, bo Polka dostała aż 18 punktów rekompensaty za trudny wiatr: 1,33 m/s w plecy. W całej 50-osobowej stawce miała najgorsze warunki, dlatego ten lot na 96. metr wyglądał jeszcze bardziej imponująco.
Prowadzenie Twardosz z numerem 29 przerwała dopiero Eirin Maria Kvandal (numer startowy 39). Norweżce wystarczyło 99,5 m, a dodatkowo skakała z belki ustawionej o dwa stopnie niżej niż przy próbie Polki. Przed skokami najmocniejszej „dziesiątki” Twardosz utrzymywała się na trzecim miejscu, a na półmetku zawodów była ósma — i coraz mniej przypominało to jednorazowy „strzał”, a coraz bardziej stabilną dyspozycję.
Druga próba bez spięcia i top 10 stało się faktem
Przed finałem pytanie było proste: czy Twardosz wytrzyma psychicznie tak wysoką pozycję, gdy wokół są gwiazdy sezonu. Okazało się, że tak. W drugiej serii uzyskała 93,5 m, znów dostała solidną rekompensatę za wiatr — 10,9 punktu — i po krótkim czekaniu stało się jasne, że zostaje w czołowej dziesiątce.
Co ciekawe, tuż po swoim finałowym skoku była nawet trzecia, ale później rywalki ją wyprzedziły i ostatecznie skończyła na 10. miejscu. Jak na olimpijski debiut to poziom, który od razu zmienia sposób, w jaki patrzy się na polską kobiecą kadrę w tej dyscyplinie.
Jej historia jest mocniejsza niż sam wynik i to też ma znaczenie

Jeszcze dwa–trzy lata temu Twardosz mówiła o poważnych problemach zdrowotnych — m.in. o depresji i zaburzeniach odżywiania — podkreślając, że wyjść z tego pomogło profesjonalne wsparcie. Na tym tle jej spokojny, poukładany występ na igrzyskach wygląda nie tylko jak sportowy sukces, ale też jak bardzo ludzka historia o odzyskaniu kontroli nad sobą i nad karierą.
Polska ma jeszcze okazję do „rehabilitacji”, ale główny akcent już został postawiony
Druga z Polek, Pola Bełtowska, zakończyła konkurs na ostatnim, 50. miejscu, po skoku na 78 m. Dla obu zawodniczek olimpijski program jednak się nie kończy: przed nimi jeszcze konkurs drużyn mieszanych oraz starty indywidualne na skoczni dużej, więc szansa na dopisanie kolejnego rozdziału tej historii przyjdzie szybko.
Kto zdobył medale na skoczni normalnej
Zawody wygrała Norweżka Anna Odine Strøm. Srebro wywalczyła główna faworytka — Słowenka Nika Prevc, a brąz zdobyła Japonka Nozomi Maruyama.
Jeśli chcesz zrozumieć, skąd bierze się kryzys Legii i dlaczego od 11 meczów nie potrafi wygrać, sprawdź nasz materiał o coraz bliższej strefie spadkowej Ekstraklasy.