Miliony czytelników od lat znają Harry’ego Hole jako jednego z najbardziej wyrazistych bohaterów współczesnego skandynawskiego kryminału, informuje sport-tour.pl powołując się na onet.pl. Mimo popularności książek, wcześniejsze próby przeniesienia tej serii na ekran nie spełniły oczekiwań. Teraz sytuacja może się zmienić, bo od 26 marca na Netfliksie dostępny jest serial „Harry Hole”, który wreszcie sprawia wrażenie adaptacji naprawdę dopracowanej.
Harry Hole wraca na ekran w odpowiednim momencie
Na pierwszy rzut oka Harry Hole wpisuje się w dobrze znany schemat detektywa z kryminalnych opowieści. To śledczy z problemami, uwikłany w nałóg, obciążony własnymi demonami, ale jednocześnie obdarzony wyjątkową intuicją i skutecznością w prowadzeniu śledztw. Jo Nesbo zbyt dobrze rozumie jednak reguły tego gatunku, by zatrzymać się na prostym portrecie zniszczonego geniusza.
Właśnie dlatego serial nie próbuje upiększać autodestrukcji głównego bohatera. Harry nie jest tu romantycznym outsiderem rodem z klasycznego noir, lecz człowiekiem wyniszczonym, zmęczonym i boleśnie prawdziwym. W jego wyglądzie, zachowaniu i sposobie funkcjonowania widać rozpad, ale mimo tego trudno pozostać wobec niego obojętnym, bo pod całą tą warstwą chaosu wciąż kryje się ktoś, kto potrafi troszczyć się o innych, choć samego siebie niszczy bez litości.
Serial łączy w sobie dwa ważne wątki z książek Nesbo

Nowa produkcja Netfliksa, nad którą Jo Nesbo czuwał osobiście, wyraźnie powstała z myślą o tym, by uniknąć błędów wcześniejszych ekranizacji, szczególnie po nieudanym hollywoodzkim „Pierwszym śniegu”. Tym razem twórcy połączyli elementy fabularne z powieści „Trzeci klucz” i „Pentagram”, czyli odpowiednio czwartej i piątej części cyklu. Taki zabieg wydaje się naturalny, bo opowieść o seryjnym mordercy, którego zbrodnie mogą mieć okultystyczne tło, dobrze sprawdza się w rozbudowanej, wielowarstwowej formie serialowej.
Równolegle rozwijany jest też ważny konflikt między Harrym a Tomem Waalerem. Waaler to ambitny, skuteczny komisarz, którego Hole podejrzewa o nieuczciwe działania, a wzajemna nieufność między nimi nadaje całej historii dodatkowe napięcie. Połączenie dwóch książkowych linii mogło łatwo doprowadzić do chaosu, ale w tym przypadku całość została zszyta dość sprawnie, nawet jeśli główny bohater musi nieść na barkach kilka dużych wątków jednocześnie.
Śledztwo długo nie daje odpowiedzi, ale to część tej historii
Jo Nesbo pozostaje wierny swojemu stylowi także w serialu. Znów prowadzi widza przez fałszywe tropy, niedopowiedzenia i mocne cliffhangery, przez co dochodzenie miejscami sprawia wrażenie, jakby tkwiło w miejscu. Napięcie rośnie, atmosfera gęstnieje, a przełom długo nie nadchodzi, co dla części widzów może być męczące, ale właśnie na tym polega siła tego typu skandynawskiego kryminału.
Na tym tle jeszcze lepiej widać stan psychiczny samego Harry’ego. Bohater działa, szuka, łączy fakty i próbuje utrzymać kontrolę, ale z każdą kolejną sceną coraz wyraźniej czuje własną bezradność. Sytuacji nie poprawia to, że jego przełożeni i współpracownicy mają już dość jego wybryków, picia i nieprzewidywalnych zachowań, podczas gdy Waaler konsekwentnie umacnia swoją pozycję.
To nie tylko kryminał, ale też opowieść o wewnętrznym upadku

Dość szybko okazuje się, że „Harry Hole” nie jest wyłącznie historią o pościgu za seryjnym mordercą. Serial równolegle opowiada też o człowieku, który stoi o krok od całkowitego upadku, ale wciąż jeszcze ma szansę się uratować. Alkohol nie jest tu jedynie dodatkiem do charakterystyki bohatera, lecz granicą między możliwością normalnego życia a pełnym osobistym rozpadem.
Ten motyw dobrze znają widzowie wychowani na skandynawskim noir, więc trudno mówić o rewolucji w samym gatunku. Nie o nowość chodzi jednak najbardziej, lecz o jakość wykonania. Serial dobrze rozumie materiał źródłowy, nie upraszcza postaci i nie próbuje na siłę zrobić z Harry’ego bardziej przystępnego bohatera tylko po to, by łatwiej sprzedać historię szerokiej publiczności.
Aktorstwo należy do najmocniejszych stron serialu
Jednym z największych atutów tej produkcji są role aktorskie. Tom Santelmann jako Harry Hole oraz Joel Kinnaman w roli Toma Waalera nadają serialowi ciężar, bez którego cała opowieść mogłaby się łatwo rozpaść. Ich bohaterowie zostali napisani wyraziście, chwilami nawet dość ostro, ale dzięki aktorskiej precyzji nie stają się papierowi.
Szczególnie dobrze działa kontrast między nimi. Harry jest rozbity, impulsywny i chwiejny, ale przy tym dojmująco ludzki, natomiast Waaler pozostaje chłodny, pewny siebie i niebezpiecznie opanowany. Ta relacja skutecznie utrzymuje uwagę widza nawet wtedy, gdy tempo fabuły wyraźnie spada.
Problemem pozostaje rytm i rozwleczona forma
Mimo wielu mocnych stron serial „Harry Hole” nie jest wolny od wad. Najbardziej odczuwalna okazuje się długość, bo to kolejna produkcja streamingowa, która sprawia wrażenie niepotrzebnie rozciągniętej. W pewnym momencie pojawia się poczucie, że cała historia zyskałaby więcej, gdyby skrócić ją o kilka odcinków.
W środkowej części opowieść zaczyna gubić tempo i niepotrzebnie krąży wokół tych samych napięć. To osłabia impet, który serial buduje na początku. Na szczęście końcówka odzyskuje energię, a finał okazuje się na tyle mocny, że może zaskoczyć również widzów dobrze obeznanych z kryminalnymi schematami.
Czy to ekranizacja, na którą czekali fani Jo Nesbo?
Ostatecznie „Harry Hole” wygląda na adaptację, której fani Jo Nesbo naprawdę mogli oczekiwać od lat. To nie jest serial idealny, bo miejscami bywa zbyt długi i nie zawsze utrzymuje tę samą intensywność narracji. Mimo to wypada dojrzalej, uczciwiej i znacznie solidniej niż wcześniejsze próby przeniesienia tego bohatera na ekran.
Najważniejsze jest to, że twórcy nie spłycili ani samego Harry’ego Hole, ani świata, w którym przyszło mu działać. Jest tu mrok, napięcie, silne aktorstwo i wyraźne zrozumienie tego, co w książkach Nesbo działa najlepiej. Dzięki temu nowy serial Netfliksa można uznać nie za kolejną przypadkową adaptację, lecz za naprawdę udaną próbę oddania ekranowego charakteru jednemu z najbardziej znanych norweskich detektywów.
A skoro już o głośnych powrotach mowa, dużo emocji budzi też historia Duffy, która po latach przerwała milczenie.