Konflikt Edyty Górniak i Justyny Steczkowskiej znów wraca. O co chodzi tym razem?

Leon Myszkowski tłumaczy, dlaczego konflikt Górniak i Steczkowskiej może być bardziej medialną historią niż realnym sporem

Konflikt Edyty Górniak i Justyny Steczkowskiej znów wraca. O co chodzi tym razem?

Niby „wieloletni konflikt” Edyty Górniak i Justyny Steczkowskiej znów wrócił na nagłówki, ale tym razem pojawił się głos z bliska, informuje sport-tour.pl powołując się na pomponik.pl. 25-letni Leon Myszkowski, syn jednej z wokalistek, przekonuje, że media od lat pompują temat, który w rzeczywistości był raczej krótką wymianą zdań niż prawdziwą wojną.

Dlaczego o konflikcie Górniak i Steczkowskiej mówi się latami

Choć Edyta Górniak i Justyna Steczkowska należą do największych gwiazd swojego pokolenia, ich relacja od dawna nie przypomina przyjaźni. Fani dobrze wiedzą, że słowo „sympatia” nie pojawia się tu jako pierwsze skojarzenie. Przez długi czas artystki trzymały jednak dystans i unikały sytuacji, w których mogłoby publicznie „zaiskrzyć”.

Za moment przełomowy uznaje się rok 2008, kiedy między nimi doszło do poważniejszego spięcia. Wszystko miało zacząć się po spotkaniu na planie „The Voice of Poland”, gdzie obie pracowały jako jurorki. W kuluarach atmosfera była napięta, a kompromisu nie udało się znaleźć, przez co w kolejnych latach co jakiś czas wracały doniesienia o kolejnych zgrzytach.

Przeprosiny, które nie zadziałały jak „rozejm”

Niedawno Edyta Górniak publicznie przyznała, że nie żywi już urazy do koleżanki z branży. Brzmiało to jak sygnał, że emocje opadły i sprawa powinna się zamknąć. Justyna Steczkowska zareagowała jednak chłodniej i podważyła sens takiego gestu.

W rozmowie z Plotkiem wprost zapytała, za co właściwie została „wybaczona”. Dodała też, że jeśli ktoś ma do kogoś pretensje, powinien przede wszystkim wybaczyć sobie, bo dopiero wtedy zaczyna być szczęśliwy. Zamiast spokojnej kropki pojawił się więc kolejny pretekst do nowych interpretacji i komentarzy.

Co mówi Leon Myszkowski i dlaczego to ma znaczenie

Teraz do tematu odniósł się Leon Myszkowski, syn Justyny Steczkowskiej, pokazując konflikt Edyty Górniak i Justyny Steczkowskiej z nieco innej perspektywy. Zwrócił uwagę na słowa swojej mamy, która w jednym z ostatnich wywiadów nazwała rywalkę osobą „specyficzną”. Jego zdaniem właśnie takie krótkie cytaty najczęściej stają się paliwem dla głośnych nagłówków, choć prawdziwy sens wypowiedzi łatwo się w tym gubi.

Myszkowski przekonuje, że ta fraza została wyrwana z kontekstu. Podkreślił, że „specyficzny” w pewnym sensie jest każdy z nas i nie musi to od razu oznaczać przytyku czy etykiety. W rozmowie z Plejadą porównał sytuację do „ping-ponga”, ale zaznaczył, że nie były to dramy, które latami maluje się w mediach.

„Dramy” czy po prostu pocięte cytaty

25-latek wytłumaczył też, dlaczego podobne historie tak szybko rosną. Według niego każdą wypowiedź można pociąć na fragmenty — jego, czyjąkolwiek — i wyciągnąć z niej to, co pasuje do tezy. W takim układzie zwykła wymiana kilku zdań potrafi zamienić się w „ciężki konflikt”, choć w realnym życiu mogło chodzić o krótkie nieporozumienie i tyle.

Myszkowski powiedział wprost, że to nie są „grube” ani „ciężkie” tematy. Dodał też, że napięcie między stronami jest, jego zdaniem, dużo mniejsze, niż przyjęło się to przedstawiać publicznie. Na koniec ujął sprawę krótko: media lubią przesadzać, doprawiać historie i robić z nich coś bardziej barwnego, czasem wręcz karykaturalnego — i na tym polega ich „urok”.

Jak medialny szum potrafi podmienić rzeczywistość

Słowa Leona Myszkowskiego brzmią jak próba sprowadzenia tej historii na ziemię. Zamiast opowieści o „niekończącej się wojnie” pojawia się wątek kontekstu, emocji i niefortunnego montażu cytatów. Dla fanów obu artystek to ważny sygnał, bo tłumaczy, czemu temat tak długo utrzymuje się na powierzchni i regularnie wraca w newsach.

W efekcie powstaje paradoks: im mniej realnych powodów do sporu, tym łatwiej zbudować z tego „gigantyczną” opowieść. A później działa już mechanizm show-biznesu — jedno krótkie zdanie potrafi przykryć dziesięć spokojnych wyjaśnień.

A jeśli interesują Państwa rodzinne kadry polskich gwiazd, proszę zajrzeć też do materiału o Anicie Lipnickiej i jej córce Poli Porter.

Udostępnij