Jeszcze niedawno masło w Polsce było jednym z symboli drożyzny, a dziś stało się narzędziem ostrej walki między sieciami handlowymi, informuje sport-tour.pl, powołując się na farmer.pl. Ceny promocyjne spadają poniżej 1 zł, a to coraz mniej przypomina zwykłą obniżkę, a coraz bardziej starannie zaplanowaną grę o klienta.
Masło stało się głównym narzędziem wojny cenowej
Polski handel detaliczny wszedł w etap wyjątkowo intensywnej rywalizacji, w której każda sieć szuka sposobu, by jak najszybciej ściągnąć ruch właśnie do swoich sklepów. Jednym z najbardziej widocznych narzędzi tej walki stało się masło — podstawowy produkt, na który klienci reagują natychmiast. To, co jeszcze niedawno kojarzyło się z wysokimi cenami, a nawet z interwencją państwa, dziś pojawia się w gazetkach promocyjnych jako towar mający dosłownie przyciągnąć klienta do sklepu.
Jak wynika z danych dlahandlu.pl, cena promocyjna niektórych produktów spada nawet do 0,99 zł za kostkę. Dla porównania, średnia rynkowa cena masła w marcu 2026 roku wynosiła około 4,96 zł. Tak duża różnica wyraźnie pokazuje, że nie chodzi już o zwykłą, krótką promocję, lecz o element szerszej strategii sprzedażowej.
Tanie masło przyciąga klientów, ale obowiązują warunki
Najgłośniejsze promocje niemal zawsze są obwarowane dodatkowymi zasadami i właśnie na tym opiera się mechanizm takich akcji. Aby skorzystać z najniższej ceny, klient często musi kupić kilka produktów jednocześnie, aktywować rabat w aplikacji mobilnej albo zmieścić się w określonym limicie. Mimo tych ograniczeń zainteresowanie promocjami pozostaje bardzo duże, a w pierwszych godzinach sprzedaży sklepy notują wyraźnie większy ruch.
Logika sieci jest prosta i od dawna dobrze znana. Klient przychodzi po tanie masło, ale rzadko kończy zakupy tylko na jednej promocyjnej pozycji. W efekcie sklep odrabia straty na tym produkcie dzięki innym towarom, które trafiają do koszyka już bez tak atrakcyjnej ceny.
Eksperci wprost mówią o sprzedaży poniżej kosztów
Analitycy rynku właściwie nie zostawiają miejsca na dwuznaczne interpretacje. Gdy masło sprzedawane jest po 0,99 zł albo nawet po 1,89 zł, oznacza to, że produkt schodzi poniżej kosztów zakupu lub wytworzenia. W takich warunkach sieć nie tylko nie zarabia na samym towarze, ale świadomie godzi się na stratę, licząc na korzyść w innym miejscu.
Tak właśnie działa model określany w handlu jako loss leader. Chodzi o produkt sprzedawany poniżej ceny zakupu po to, by przyciągnąć klienta i zwiększyć łączną wartość jego koszyka zakupowego. W przypadku masła ten mechanizm widać szczególnie wyraźnie, bo to produkt dobrze znany każdej rodzinie, a jego cena bardzo szybko przyciąga uwagę kupujących.
UOKiK nie widzi podstaw do interwencji
W czasie dyskusji wokół tak niskich cen stanowisko zabrał również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Urząd przypomniał, że ceny w Polsce kształtowane są na wolnym rynku, a przedsiębiorcy mają swobodę ustalania ich zgodnie z własną strategią biznesową. Sam fakt bardzo niskiej ceny nie jest więc podstawą do interwencji, dopóki nie dochodzi do naruszenia zasad konkurencji.
Reakcja regulatora jest możliwa tylko w dwóch sytuacjach: gdy dochodzi do zmowy cenowej albo gdy firma o dominującej pozycji nadużywa swojej przewagi rynkowej. Obecnie, przy dużej liczbie sieci działających na polskim rynku i bardzo silnej konkurencji, UOKiK nie widzi podstaw do takich działań. Jednocześnie urząd zwraca uwagę, że wyjątkowo niskie ceny mają zwykle charakter krótkoterminowy, a konsumenci powinni patrzeć szerzej, bo inne produkty w tym samym sklepie mogą być droższe niż u konkurencji.
Podobne spory wykraczają już poza Polskę
Podobne kontrowersje wokół sprzedaży towarów poniżej kosztów pojawiają się nie tylko w Polsce. Jednym z głośniejszych przykładów jest sprawa z Niemiec, gdzie producent kawy Tchibo zakwestionował politykę cenową sieci Aldi Süd. Zarzuty dotyczyły sprzedaży kawy marki własnej po cenie, która — zdaniem strony skarżącej — mogła być niższa od kosztów produkcji.
Choć sądy nie przychyliły się do pozwu, sama sprawa nie straciła znaczenia. Nadal jest analizowana na wyższym szczeblu, a jej finał może wpłynąć na sposób interpretowania granicy między agresyjną promocją a możliwym naruszeniem zasad konkurencji w całej Unii Europejskiej. To pokazuje, że pytanie o to, gdzie kończy się marketing, a zaczyna presja na rynek, wciąż pozostaje w Europie otwarte.
Polski handel wchodzi w jeszcze ostrzejszą fazę konkurencji
Historia masła dobrze pokazuje, jak silna stała się presja wewnątrz polskiego sektora handlu detalicznego. Na tym rynku działa jednocześnie wiele dużych sieci i lokalnych graczy, a każdy z nich szuka sposobu, by szybciej przyciągnąć uwagę klienta. Z tego powodu promocje stają się coraz bardziej agresywne, a programy lojalnościowe coraz bardziej rozbudowane i precyzyjnie zaplanowane.
W tej rzeczywistości masło przestało być jedynie codziennym produktem z lodówki. Stało się symbolem wojny cenowej w polskich sklepach, gdzie chodzi już nie tylko o sprzedaż konkretnego towaru, ale też o walkę o trasę zakupową klienta, wartość paragonu i jego długoterminową lojalność. Dlatego obniżka o kilka złotych oznacza dziś znacznie więcej niż tylko okazję na tańsze zakupy.
Warto też sprawdzić, kiedy ZUS wypłaci 13. emeryturę w 2026 roku i w jakich terminach seniorzy dostaną przelewy.