Ćwierćfinał STS Pucharu Polski pomiędzy Avią Świdnik a Rakowem Częstochowa zapowiadał się jak klasyczna opowieść o różnicy klas. Na boisku wyszło jednak znacznie ciekawiej, informuje sport-tour.pl powołując się na wp.pl. Trzecioligowiec dotrwał do ostatnich sekund regulaminowego czasu, doprowadził do wyrównania w doliczonym, a decydujący cios przyjął już po wznowieniu gry w dogrywce — 1:2.
To jeden z tych meczów, po których porażka nie brzmi jak kompromitacja, tylko jak dowód, że drużyna potrafi trzymać cios.
Co wydarzyło się w meczu Avia – Raków? Krótka chronologia
W tym spotkaniu było wszystko: cierpliwość outsidera, „uśpiony” faworyt i jeden moment, który przekreślił najlepszy scenariusz dla gospodarzy.
Kluczowe epizody:
- w pierwszej połowie Raków miał więcej inicjatywy, ale Avia szybko ustabilizowała grę;
- po przerwie tempo gości spadło, a Avia cierpliwie czekała na swoją szansę;
- w 3. minucie doliczonego czasu Avia wyrównała po golu Dominika Zawadzkiego;
- w dogrywce Raków zdobył zwycięską bramkę — na listę strzelców wpisał się Ariel Mosór (po stałym fragmencie).
„Bałem się, że przyjedzie walec i będzie 0:5”. Dlaczego trener Avii nie wstydzi się tej porażki
Po meczu trener Avii, Wojciech Szacoń, mówił bez owijania w bawełnę: przed spotkaniem były realne obawy, że różnica poziomów rozbije zespół psychicznie i będzie to widać w wyniku.
„Miałem bardzo dużo obaw, czy jesteśmy w stanie się postawić, czy nie przyjedzie tu ‘walec’, nie rozjedzie nas i nie skończy się 0:5…”
Jednak plan oparty na dyscyplinie i organizacji w obronie zadziałał. Avia przetrwała trudne fragmenty i pokazała, że potrafi rywalizować z zespołem z Ekstraklasy.
Paradoks pucharów dla faworyta jest prosty: wygrać trzeba, ale wytłumaczyć, czemu było tak ciężko — to już osobna sztuka.
Dlaczego Avii „boli” właśnie ta stracona bramka
Najgorsze dla gospodarzy nie jest sam fakt straty gola, lecz to, w jaki sposób do niego doszło. Szacoń nazwał sytuację wręcz kuriozalną: błąd w komunikacji, niska trajektoria dośrodkowania i moment, który dało się „przeczytać”.
„Straciliśmy kuriozalną bramkę z rzutu rożnego. Popełniliśmy bardzo łatwe błędy w komunikacji…”
I padła też myśl, którą piłkarze znają aż za dobrze: kiedy tracisz po jakościowej akcji rywala — boli mniej, niż wtedy, gdy decyduje własna niezgodność i chaos.
Raków wygrał „małym nakładem sił”? Co mówiono w obozie gości

Tego dnia rolę pierwszego trenera Rakowa pełnił Łukasz Ocimek (podczas gdy Łukasz Tomczyk pauzował za dyskwalifikację). Z wypowiedzi Oćimka wynikało, że Raków spodziewał się kontroli meczu i mocno postawił na wysoki pressing oraz stałe fragmenty — jako element, w którym różnica poziomów ma być największa.
„Najważniejsze w przygotowaniach były dla nas stałe fragmenty… Widzieliśmy w tym największą przewagę pomiędzy zespołem z Ekstraklasy a Avią. I właśnie w taki sposób strzeliliśmy gola w dogrywce.”
Ocimek dodał również, że Tomczyk w praktyce zarządzał meczem zdalnie:
„Całym meczem zarządzał trener Tomczyk… był na słuchawce, a wnioski cały czas płynęły do nas z góry.”
Porównanie podejść: czym brały Avia i Raków
| Drużyna | Założenie | Co zadziałało | Co zawiodło |
|---|---|---|---|
| Avia Świdnik | dyscyplina, obrona, cierpliwość | gol w doliczonym czasie, charakter | komunikacja przy stałym fragmencie w dogrywce |
| Raków Częstochowa | kontrola, pressing, stałe fragmenty | decydujący stały fragment, jakość momentów | spadek tempa w 2. połowie |
Skoro pucharowe emocje już za nami, warto też zobaczyć, jak Yamal zrobił show przeciw Villarrealowi, a Barcelona strzelała gole i gdzie obejrzeć skrót meczu.