Weekend w Zakopanem miał być dla Kamila Stocha spokojnym pożegnaniem z domową skocznią w Pucharze Świata, informuje sport-tour.pl powołując się na sport.interia.pl. Zamiast tego przyniósł trudne decyzje, słabsze skoki i kolejny dowód na to, że sport rzadko pozwala pisać idealne scenariusze.
Dla Kamil Stoch ten weekend od początku miał szczególne znaczenie. Skocznia im. Stanisława Marusarza na Wielkiej Krokwi to miejsce, z którym wiąże się ogromna część jego kariery i emocji. To właśnie tutaj 38-letni mistrz olimpijski planował wystąpić po raz ostatni w zawodach Pucharu Świata przed własną publicznością.
Stoch liczył na start zarówno w konkursie duetów, jak i w rywalizacji indywidualnej. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Trener kadry Maciej Maciusiak postawił w sobotę na Kacpra Tomasiaka i Dawida Kubackiego, a Stoch musiał pogodzić się z rolą obserwatora.
Sobota, która nie poszła po jego myśli
Na Wielkiej Krokwi Stoch od początku wyglądał na zamkniętego w sobie. Przez większość czasu nie zdejmował gogli, co dla uważnych kibiców było jasnym sygnałem, że coś nie funkcjonuje tak, jak powinno. Wyniki tylko to potwierdziły.
W treningu zajął 23. miejsce, a w kwalifikacjach był dopiero 33. Spośród Polaków słabiej zaprezentował się jedynie Paweł Wąsek. To wystarczyło, by Stoch stracił miejsce w składzie na konkurs duetów i znalazł się poza głównym planem sobotnich zawodów.
„To boli, ale trzeba to przyjąć”

Sam zawodnik nie próbował uciekać od odpowiedzialności ani szukać wymówek. Podkreślił, że w sporcie nie ma łatwych dni, bo każdy start wymaga pełnego zaangażowania. Piątkowy trening dawał mu nadzieję, jednak w sobotę pojawiło się wyraźne poczucie, że czegoś zabrakło.
Stoch przyznał, że na ten moment nie potrafi dokładnie wskazać przyczyny. Zaznaczył jednak, że przed nim jeszcze konkurs indywidualny i do niedzieli spróbuje znaleźć brakujący element. To była raczej spokojna refleksja doświadczonego sportowca niż deklaracja walki za wszelką cenę.
Wielka Krokiew to coś więcej niż kolejny start
Choć w karierze Stocha nie brakuje wielkich skoczni i ważnych zawodów, Zakopane zajmuje w niej szczególne miejsce. Sam zawodnik otwarcie mówił, że bardzo zależało mu na występie w obu konkursach właśnie tutaj. Tym bardziej decyzja sztabu i słabsza forma w sobotę były dla niego trudne do zaakceptowania.
Jednocześnie Stoch podkreśla, że takie momenty są nieodłączną częścią sportu. Czasem trzeba pogodzić się z sytuacją, nawet jeśli jest bolesna, i skupić się na tym, co wciąż pozostaje w zasięgu.
Cień Turnieju Czterech Skoczni

W rozmowach pojawił się także temat Turnieju Czterech Skoczni. Stoch przyznał, że ten intensywny okres wpływa na wszystkich zawodników, niezależnie od doświadczenia. Kluczowa pozostaje forma, bo to ona decyduje, jak łatwo poradzić sobie z kolejnymi wyzwaniami.
Gdy wszystko działa, skoki dają satysfakcję i wyglądają solidnie. W słabsze dni, jak w sobotę w Zakopanem, problemy stają się widoczne od razu. Nawet lata doświadczenia nie są wtedy gwarancją stabilnych wyników.
Pożegnanie, na które jest gotowy
Przed Stochem jeszcze niedzielny konkurs i pożegnanie z kibicami na Wielkiej Krokwi. Jak sam podkreśla, mentalnie jest na to gotowy i przygotowywał się na ten moment przez wiele lat. Nie traktuje go jako nagłego końca, lecz naturalny etap długiej kariery.
Co przyniesie niedziela, pokaże skocznia. Jedno jest jednak pewne — ten weekend w Zakopanem zapisze się w historii Kamila Stocha jako jeden z najbardziej wymagających i emocjonalnych momentów jego sportowej drogi.
Również w polskim sporcie nie brakuje dobrych wiadomości – reprezentacja Polski awansowała do finału United Cup 2026 po zwycięstwie Kawy i Zielińskiego w decydującym mikście.