Polska reprezentacja skoczków narciarskich na igrzyska olimpijskie 2026 w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo niemal na pewno będzie liczyć tylko trzech zawodników, informuje sport-tour.pl powołując się na onet.pl. Już teraz widać, że taki układ oznacza trudne decyzje i skład, którego jeszcze kilka miesięcy temu mało kto się spodziewał.
Zimowe igrzyska w 2026 roku przynoszą istotne zmiany w rywalizacji skoków narciarskich. Z programu znikają klasyczne konkursy drużynowe w czteroosobowych składach. Zamiast nich pojawią się zawody duetów, które odbędą się na skoczni w Predazzo.
Ta zmiana bezpośrednio wpływa na liczbę zawodników, jakich federacje mogą zabrać na igrzyska. W przypadku Polski oznacza to znacznie węższą kadrę i ostrzejszą selekcję. Przy tak małej kwocie nie ma miejsca na dłuższe kryzysy formy.
Kiedy poznamy skład i czy możliwe są jeszcze zmiany

Nazwiska olimpijczyków mają zostać ogłoszone po zawodach Pucharu Świata w Zakopanem, zaplanowanych na 10–11 stycznia. Teoretycznie korekty będą możliwe jeszcze do 18 stycznia, ale najważniejsze decyzje zapadną znacznie wcześniej. Układ sił jest już w dużej mierze czytelny.
Wszystko wskazuje na to, że do Włoch poleci tylko trzech skoczków. To sprawia, że każdy konkurs i każda kwalifikacja mają teraz ogromne znaczenie. Nawet utytułowani zawodnicy nie mogą czuć się bezpiecznie.
Dwa miejsca praktycznie przesądzone
Kot🇵🇱 zbliża się do wyjazdu na igrzyska. Trochę casus 36-letniego Huli w Pekinie. Z tym, że Stefan jechał jako piąty, a Maciej ma szanse być nr 3. #skijumping
— Mateusz Leleń (@LelenMat) January 1, 2026
W sprawie dwóch pierwszych nominacji panuje niemal pełna zgoda. 18-letni Kacper Tomasiak jest obecnie najrówniejszym polskim skoczkiem tego sezonu i regularnie potwierdza wysoką dyspozycję. Jego pozycja w kadrze nie budzi większych wątpliwości.
Drugim pewniakiem pozostaje Kamil Stoch. 38-latek stopniowo odbudowuje formę i na Turnieju Czterech Skoczni pokazuje solidne, stabilne skoki. Przy obecnym poziomie tylko kontuzja mogłaby odebrać mu wyjazd olimpijski.
Trzecie miejsce stało się największym problemem
Najwięcej emocji dotyczy walki o trzecią nominację. Piotr Żyła praktycznie stracił swoje szanse po nieudanych kwalifikacjach w Garmisch-Partenkirchen. To właśnie tam w Pucharze Kontynentalnym zastąpił go Dawid Kubacki.
Również Kubacki nie prezentuje jednak formy, która dawałaby spokój przed decyzją selekcjonera. Niestabilne występy w Engelbergu pokazały, że brązowy medalista igrzysk w Pekinie wciąż szuka rytmu. W efekcie rywalizacja o trzecie miejsce znów się otworzyła.
Dlaczego coraz częściej mówi się o Maćku Kocie
Do ogłoszenia 🇵🇱kadry na ZIO w 🇮🇹Mediolanie-Cortinie pozostało jeszcze 20 dni, ale na ten moment wydaje się, że pewniakami są Tomasiak i Stoch, a o ostatnie miejsce walczą Kot i Wąsek.
— Adam Bucholz (@Bucholz_Adam) January 1, 2026
Kto obstawiał taki rozwój sytuacji z pół roku temu? 😅 #skijumpingfamily @Skijumpingpl
W tej sytuacji coraz częściej pojawia się nazwisko Maćka Kota. Dla 34-letniego skoczka byłby to powrót na igrzyska po trudnym okresie w karierze. Jego zwycięstwo nad Mariusem Lindvikiem w pierwszej serii konkursu w Garmisch zostało zauważone przez ekspertów.
Nie jest to forma idealna, ale w obecnych realiach może wystarczyć. Część komentatorów porównuje tę historię do niespodziewanych olimpijskich powrotów z poprzednich lat. Kot konsekwentnie zbiera argumenty na swoją korzyść.
Wąsek nadal w grze, ale statystyki nie pomagają
Paweł Wąsek wciąż liczy się w walce o wyjazd, choć liczby działają przeciwko niemu. W 13 startach obecnego sezonu Pucharu Świata tylko sześciokrotnie awansował do drugiej serii. Przy tak ograniczonej kadrze to może być za mało.
Maciej Kot wypada pod tym względem nieco lepiej. Cztery awanse do drugiej serii w ośmiu konkursach dają mu delikatną przewagę. Do ogłoszenia składu pozostało jeszcze kilkanaście dni, ale różnice zaczynają się wyraźnie zarysowywać.
Igrzyska bez legend, czego nikt nie zakładał latem
Jeśli obecny scenariusz się utrzyma, igrzyska w 2026 roku mogą odbyć się bez Dawida Kubackiego i Piotra Żyły. Dla wielu polskich kibiców byłby to prawdziwy szok. Jeszcze przed startem sezonu taki rozwój wydarzeń wydawał się mało realny.
Dziś staje się jednak coraz bardziej prawdopodobny. Zmiana formatu, ograniczona liczba miejsc i nierówna forma sprawiają, że w polskich skokach kończy się era „pewnych nazwisk”, a o wyjeździe na igrzyska decyduje wyłącznie aktualna dyspozycja.
Sytuacja kadrowa nie wzięła się znikąd i dobrze pokazuje ją przebieg Turnieju Czterech Skoczni w Oberstdorfie.