Mistrzostwa świata PDC wchodzą w decydującą fazę, a każdy kolejny mecz ma coraz większą wagę. Po przerwie świątecznej turniej wyraźnie przyspieszył, a walka o miejsce w czołowej szesnastce stała się sprawdzianem charakteru, informuje sport-tour.pl powołując się na sport.interia.pl. W takich okolicznościach Krzysztof Ratajski zaliczył powrót, który już teraz można uznać za jeden z najbardziej pamiętnych momentów całych mistrzostw.
Pewna droga do trzeciej rundy
Ratajski od początku turnieju prezentował solidną formę. Najpierw bez większych problemów pokonał Alexisa Toylo, wygrywając 3:0 i kontrolując przebieg spotkania od pierwszego do ostatniego lega. Kilka dni później dołożył zwycięstwo nad rozstawionym z numerem 24 Ryanem Joycem, potwierdzając, że jest dobrze przygotowany do rywalizacji na najwyższym poziomie.
Takie wyniki naturalnie przywołały wspomnienia sprzed pięciu lat. Wtedy Polak dotarł do ćwierćfinału mistrzostw świata rozgrywanych w Alexandra Palace w Londynie. Obecna dyspozycja sprawiała, że powtórzenie tamtego osiągnięcia znów wydawało się realnym scenariuszem.
Gra o top-16 i poważną nagrodę
Mecz trzeciej rundy miał znaczenie wykraczające poza sam prestiż. Awans do najlepszej szesnastki oznaczał gwarantowane co najmniej 60 tysięcy funtów nagrody, czyli około 290 tysięcy złotych. Rywalem Ratajskiego był Wesley Plaisier, który już wcześniej mocno namieszał w turniejowej drabince.
Holender w poprzedniej rundzie sprawił dużą sensację, eliminując Gerwyn Price, dziewiątego rozstawionego i mistrza świata z przełomu lat 2020 i 2021. Dodatkowym wyzwaniem była zmiana formatu – od trzeciej rundy mecze rozgrywane są do czterech wygranych setów, co znacznie zwiększa rolę odporności psychicznej.
Trudny początek i niewykorzystane szanse

Spotkanie od początku nie układało się po myśli Polaka. Już w pierwszym legu Ratajski zmarnował dwie okazje na podwójnych – najpierw D16, a chwilę później D8. Plaisier bez wahania wykorzystał błąd rywala, przełamał go i szybko przejął inicjatywę.
Holender pewnie utrzymał przewagę i zamknął pierwszego seta wynikiem 3:0. Problemy Ratajskiego na podwójnych były w tej fazie aż nadto widoczne i szybko znalazły odzwierciedlenie w wyniku.
Przerwa, która odmieniła mecz
Kilka minut przerwy po pierwszym secie okazało się dla Ratajskiego kluczowe. Po powrocie na scenę grał znacznie pewniej i agresywniej. Już na starcie drugiego seta przełamał rywala, kończąc lega dziesiątą lotką.
Później spokojnie utrzymał własne rozpoczęcia i zaczął wygrywać kluczowe wymiany. Poprawa skuteczności na dystansie i stuprocentowa skuteczność na podwójnych sprawiły, że Polak wygrał drugiego seta do zera, wyrównując przebieg rywalizacji.
Trzeci i czwarty set pełne nerwów
Po kolejnej krótkiej pauzie inicjatywa znów przeszła na stronę Plaisiera. W trzecim secie Holender szybko objął prowadzenie 2:0 i narzucił presję. Ratajski odpowiedział tylko jednym legiem, a set zakończył się wynikiem 3:1 dla jego rywala.
Czwarty set był już znacznie bardziej wyrównany. Obaj zawodnicy utrzymywali swoje rozpoczęcia i długo nie było mowy o przełamaniu. W decydującym momencie Plaisier pierwszy doszedł do podwójnych i wykorzystał okazję, wychodząc na prowadzenie 3:2 w setach i stawiając Polaka pod ścianą.
W piątej partii Ratajski pokazał ogromną odporność. Najpierw utrzymał własnego lega, zamykając go na 127 punktach, a chwilę później popisał się efektownym przełamaniem zakończonym 152. Ten fragment meczu wyraźnie dodał mu wiary.
Choć Polak nie wykorzystał wszystkich okazji na powiększenie przewagi, kluczowy okazał się ostatni leg seta. Pod presją Ratajski przeszedł drogę 20 – T19 – D20 i pozostał w grze, zmniejszając straty.
Szósty set i zmarnowane meczbole

Szósty set mógł zakończyć spotkanie. Plaisier rozpoczął go od utrzymania kontrofensywy i miał szansę na przełamanie, lecz jej nie wykorzystał. Chwilę później nie zamknął kolejnych okazji, co natychmiast wykorzystał Ratajski, przełamując Holendra.
Choć Plaisier jeszcze raz zdołał odrobić straty i znów był blisko awansu, presja zrobiła swoje. Seria niewykorzystanych meczboli sprawiła, że Polak doprowadził do siódmego seta, kończąc kluczowego lega na podwójnym D8.
Decydujący set i mocna kropka
Ostatni set był prawdziwym rollercoasterem. Ratajski objął prowadzenie i miał szanse na szybkie 2:0, lecz na moment stracił koncentrację. Plaisier wyrównał, jednak to było maksimum jego możliwości.
Końcówka należała do Polaka. Przy stanie 2:1 Ratajski przełamał rywala i zakończył mecz efektownym checkoutem ze 116 punktów. Zwycięstwo 4:3 było zwieńczeniem niesamowitego comebacku i jednym z najbardziej emocjonujących spotkań turnieju.
Kto czeka w ćwierćfinale
W ćwierćfinale Krzysztof Ratajski zmierzy się ze zwycięzcą pary Andrew Gilding – Luke Woodhouse. Po takim meczu jasne jest jedno: dla polskiego weterana te mistrzostwa świata wciąż się rozpędzają, a walka o wielki wynik trwa w najlepsze.
W świecie sportu nie brakuje ważnych decyzji poza areną rywalizacji, o czym świadczy również historia Daniela Hubera, który 26 grudnia ogłosił zakończenie kariery.