Śmierć najwyższego przywódcy Iranu gwałtownie podniosła stawkę: kluczowe pytanie brzmi dziś, czy obecne starcie może przerodzić się w szeroką wojnę regionalną na Bliskim Wschodzie, informuje sport-tour.pl powołując się na tokfm.pl. Decydujący może okazać się właśnie dzisiejszy dzień.
To, czy konflikt „rozleje się” na cały region, w dużej mierze zależy od tego, jak Teheran poradzi sobie ze stratą duchowego lidera. W rozmowie na antenie TOK FM mówiła o tym dr Agnieszka Bryc, oceniając, na ile reżim jest przygotowany na cios wymierzony w sam szczyt państwa.
Ekspertka podkreśliła, że krytycznie ważne będzie sprawdzenie, czy system pozostanie spójny i kontrolowany po takiej „dekapitacji” najwyższych przedstawicieli władzy. Jak przypomniała, zginął nie tylko Chamenei — wśród ofiar mają być także minister obrony oraz kilku innych kluczowych wysokich urzędników.
Odwet w ciągu kilku godzin
Iran miał zareagować niemal natychmiast po rozpoczęciu ataku, który w sobotę rozpoczęły Izrael i USA. Już po kilku godzinach Teheran przeszedł do uderzeń odwetowych i — jak relacjonowano w rozmowie — zaatakował m.in. cele w Bahrajnie.
Wybuchy, o których mowa, miały być słyszane również w Dubaju i Katarze. To dodatkowo podkreśla, że napięcie zaczyna wykraczać poza jedną „kropkę” na mapie. Właśnie dlatego prowadząca Anna Piekutowska wprost zapytała dr Bryc, czy można już mówić o konflikcie obejmującym cały region.
Czy Teheran uruchomi sojuszników i siły „proxy”?

Zdaniem gościni TOK FM na razie trudno jednoznacznie przesądzić, jak dobrze Iran był przygotowany na taki scenariusz i jaka jest jego realna strategia obronna. Jednocześnie Teheran wcześniej deklarował, że może uruchomić regionalne siły „proxy” — wśród nich wymieniano Jemen (Huti) oraz Liban („Hezbollah”).
Pytanie — jak zaznaczyła ekspertka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu — dotyczy nie tylko tego, czy do tego dojdzie, ale również kiedy: już drugiego dnia ataku czy dopiero później, jako element dłuższej kampanii. Od czasu i skali takiej decyzji zależy, czy konflikt Iran–Izrael–USA przejdzie w łańcuchową eskalację na całym Bliskim Wschodzie.
Społeczeństwo Iranu może odegrać rolę nie mniejszą niż rakiety
Osobnym czynnikiem jest reakcja Irańczyków na zewnętrzny cios i śmierć kierownictwa. Jeśli zadziała efekt „konsolidacji wokół flagi”, władze w Teheranie mogą uzyskać mocniejszą pozycję, niż wielu się spodziewa.
Dr Bryc wskazała jednak także drugi scenariusz: możliwą falę antyrządowych protestów, w której część społeczeństwa potraktuje wydarzenia jako szansę na ostateczne obalenie reżimu ajatollahów. Wtedy wewnętrzna niestabilność nałożyłaby się na zewnętrzną wojnę — a to uczyniłoby sytuację jeszcze mniej przewidywalną.
Oznaki przygotowań do dłuższej konfrontacji
Po sobotnim kontruderzeniu — jak zauważyła Agnieszka Bryc — można odnieść wrażenie, że Teheran nie zakłada jednorazowej odpowiedzi, lecz raczej dłuższe starcie. Ekspertka zwróciła uwagę, że Iran dość ostrożnie „dawkuje” odwetowy ogień rakietowy.
Zamiast masowego „dywanu” dronów nad Izraelem mowa jest o względnie precyzyjnych uderzeniach rakietowych w wybrane cele. Taka taktyka może świadczyć o chęci oszczędzania zasobów i pozostawiania sobie przestrzeni na kolejne kroki, jeśli eskalacja dopiero zacznie przyspieszać.
Więcej o tym, dokąd mogły lecieć irańskie rakiety i co obecnie wiadomo o brytyjskich bazach na Cyprze, przeczytasz w osobnym materiale.